|
"W tle batalii banków ze SKOK-ami toczy się batalia jeszcze ważniejsza – między dwiema głównymi partiami. Politycy PO uważają SKOK-i za zaplecze finansowe PiS. Politycy PiS uznają wielkie banki za zaplecze finansowe PO", wyjaśnia tygodnik "Wprost".
SKOK na bank
Platforma Obywatelska i Prawo i Sprawiedliwość walczą na noże o sektor finansowy Pracuję dla wielkiego, paskudnego, złego systemu bankowego i jedynym celem, jaki mi przyświeca, jest zarżnięcie SKOK-ów – tak ironicznie wypowiedział się niedawno w „Gazecie Bankowej" poseł PO Jakub Szulc. Zareagował w ten sposób na pytanie o swoje związki z sektorem bankowym. Szulc, wieloletni pracownik Banku BPH, Bank of America Polska i Polskiego Banku Rozwoju, jest bowiem autorem projektu nowej ustawy o Spółdzielczych Kasach Oszczędnościowo-Kredytowych. Projekt, który w kwietniu 2008 r. trafił do marszałka Sejmu, poddaje kasy kontroli Komisji Nadzoru Finansowego i wprowadza wiele zmian utrudniających im konkurowanie z bankami. Bankom SKOK-i działają ostatnio na nerwy, bo już odebrały im 1,7 mln potencjalnych klientów i co roku zabierają
W tle batalii banków ze SKOK-ami toczy się batalia jeszcze ważniejsza – między dwiema głównymi partiami. Politycy PO uważają SKOK-i za zaplecze finansowe PiS, a ograniczenie ich ekspansji – za sposób odcięcia politycznych konkurentów od pieniędzy. Politycy PiS uznają wielkie banki za zaplecze finansowe PO, a rywalizację SKOK-ów z nimi traktują jako krucjatę przeciwko tzw. salonowi. Atakowane dotychczas SKOK-i przystąpiły do ofensywy. Konkurencyjny, korzystniejszy dla nich projekt ustawy złożył już w Sejmie prezydent Lech Kaczyński. Akuszerzy kas Banki poniekąd same stworzyły dzisiejszą potęgę SKOK-ów. Przez lata ich strategia ograniczała się do wybierania z rynku tylko najbogatszych, najbardziej wiarygodnych klientów i oferowania im drogich usług. Widocznym skutkiem tego jest niedorozwój naszego sektora bankowego: w zależności od badań (Komisja Europejska albo Szkoła Główna Handlowa) konta bankowego nie ma 25-56 proc. Polaków; aktywa sektora bankowego w stosunku do PKB są u nas prawie dwukrotnie niższe niż na przykład na Słowacji. W takich warunkach na początku lat 90. powstał pierwszy oddział SKOK. Była to inicjatywa Komisji Krajowej „Solidarności", a pomysł wsparł ówczesny jej członek Lech Kaczyński. Związkowców do idei kas przekonał obecny ich prezes Grzegorz Bierecki, który pomysł przywiózł z USA (ponad 40 proc. Amerykanów należy do unii kredytowych, czyli odpowiedników SKOK-ów). SKOK-i w założeniu są instytucjami samopomocowymi, a każdy klient jest jednocześnie ich współwłaścicielem, wpłacając określoną kwotę na zakup udziału (ok. 25 zł). Jest ona zwracana, jeżeli klient przestanie być członkiem kasy.
– SKOK-i nie są objęte wieloma wymogami, które muszą spełniać banki, takimi jak choćby posiadanie odpowiednich rezerw finansowych. Jeszcze do niedawna nie płaciły podatków. W zamian za to SKOK-i są instytucjami non profit w tym sensie, że ich zysk nie podlega podziałowi między członków. Pierwotna idea zakładała, że oferta kas będzie skierowana wyłącznie do ich członków, co miało oznaczać małe, lokalne społeczności. Dlatego m.in. SKOK-i mogły udzielać tylko kilkuletnich pożyczek. Ale z biegiem czasu kolejne ograniczenia znoszono, zwłaszcza w poprzedniej kadencji Sejmu. W rezultacie sprzeniewierzono się celowi, dla którego powołano SKOK-i – uważa mecenas Jerzy Bańka, dyrektor ds. legislacyjno-prawnych Związku Banków Polskich. Podobny, a nawet szerszy zakres usług oferują jednak amerykańskie unie kredytowe. Z tego powodu są one również zaciekle atakowane przez banki komercyjne. Początkowo bankowcy nie przejmowali się kasami, bo zagospodarowywały one porzuconą przez nich niszę, czyli niezamożnych klientów. Nawet dziś przeciętny depozyt klienta SKOK-u jest ponad dwa razy mniejszy niż klienta banku. Bankowcy zmienili zdanie pięć lat temu, kiedy się okazało, że pod względem liczby oddziałów SKOK-i mogą się równać z największym bankiem w Polsce – PKO BP. Wojna na odsetki Bankowców rozjuszyło to, że SKOK-i udzielały coraz więcej pożyczek klientom o niskiej wiarygodności. Kilka lat temu należąca do banku HSBC firma Provident odkryła, że jest to w Polsce żyła złota, pobierając od osób, którym tradycyjne banki nie chciały pożyczyć pieniędzy, odsetki przekraczające nawet 100 proc. rocznie. Tymczasem oferujące o niebo lepsze warunki SKOK-i zaczęły odkrawać coraz większy kawałek tego tortu dla siebie. SKOK-i poczuły się na tyle silne, że zaczęły otwarcie podbierać bankom zamożniejszych klientów. Ostatnio na ulicach pojawiły się billboardy reklamujące depozyty dające nawet 8 proc. rocznie. SKOK-i mogą zaoferować tak atrakcyjne warunki, ponieważ zyski, które banki muszą oddać w formie dywidendy swoim akcjonariuszom, kasy mogą oddać klientom w postaci korzystniejszego oprocentowania. Ostatnio ekspansja kas wyjątkowo daje się bankom we znaki, gdyż desperacko potrzebują one środków na szeroko prowadzoną akcję kredytową. A pieniądze klientów coraz szerszym strumieniem płyną do SKOK-ów (w 2007 r. wartość ich depozytów wzrosła o 17 proc.). Za otwarte wypowiedzenie wojny banki uznały powołanie przez SKOK-i własnego towarzystwa funduszy inwestycyjnych – TFI SKOK (na koniec 2007 r. miało ono 630 mln zł aktywów) oraz zapowiedź budowy sieci bankomatów SKOK24 z własnym centrum rozliczeniowym kart płatniczych (takie samowystarczalne sieci mają w Polsce tylko – BZ WBK i PKO BP). To oznacza, że kasy wchodzą w te segmenty rynku finansowego, w którym banki królowały dotychczas niepodzielnie.
Sejmowa wojna błyskawiczna – Sprzyjam SKOK-om, bo to jest świetne polskie przedsięwzięcie. Polacy się zebrali i coś im się udało – stwierdził dwa lata temu Artur Zawisza, wówczas poseł PiS i przewodniczący komisji śledczej ds. banków. Politycy ówczesnej opozycji chcieli, aby komisja śledcza zajęła się również kasami – bezskutecznie. Poseł PO Sławomir Nitras oświadczył, że w Sejmie działa „druga grupa trzymająca władzę", i zarzucił posłom PiS prowadzenie nielegalnego lobbingu na rzecz SKOK-ów. Kasy, z którymi od początku było związanych wielu ludzi z otoczenia dzisiejszego PiS, istotnie wiele zawdzięczają partii braci Kaczyńskich. Na przykład pod koniec 2006 r. Sejm głosami posłów PiS pozwolił SKOK-om udzielać pożyczek na okres dłuższy niż pięć lat. Kasy natychmiast wprowadziły do oferty kredyty hipoteczne i zaczęły odbierać bankom cennych klientów. Po ostatnich wyborach koło fortuny się odwróciło. – SKOK-i są istotną częścią sektora finansowego, dlatego wszelkie zmiany dotyczące ich regulacji prawnych mogą mieć wpływ także na sytuację rynkową banków. Nikt jednak nie konsultował z nami nowych projektów ustawy o SKOK-ach – mówi mecenas Bańka z ZBP. Trudno jednak uwierzyć, aby lobbing tu nie zadziałał, tym bardziej że z sektorem bankowym jest związanych wielu ważnych sympatyków PO (by wspomnieć Andrzeja Olechowskiego czy prezesa Pekao SA Jana Krzysztofa Bieleckiego). Zaledwie pięć dni po zaprzysiężeniu rządu PO--PSL, 20 listopada 2007 r., pojawiła się pierwsza informacja o projekcie ustawy dotyczącej SKOK-ów, przygotowanym przez posła PO Jakuba Szulca (jak stwierdził, zajął się sprawą, bo jako „jeden z nielicznych posłów orientuje się w finansach"). Szulc szczegóły tego projektu przedstawił w kwietniu 2008 r., tuż przed debiutem na giełdzie spółki Towarzystwo Finansowe SKOK, które planowało zebranie ponad 30 mln zł na inwestycje w budowę wspomnianej sieci bankomatów. Ponieważ poselski projekt PO m.in. nakazuje sprzedanie przez kierującą siecią kas Kasę Krajową SKOK wszystkich posiadanych przez nią firm, w tym TF SKOK, inwestorzy uznali, że papiery spółki są niepewne, i kupili ich zaledwie za 4,4 mln zł. Debiut skończył się więc fiaskiem. Szulc oświadczył, że zbieżność opublikowania przez niego projektu ustawy z debiutem TF SKOK to „kompletny przypadek". To nie jedyna rzecz w „ustawie Szulca", która zastanawia. Oprócz dobrych pomysłów, jak poddanie SKOK-ów kontroli Komisji Nadzoru Finansowego (w USA sprawuje ją powoływana przez prezydenta specjalna kadencyjna rada, wybierana w 90 proc. spośród działaczy unii kredytowych) czy zakaz prowadzenia przez nie innej działalności niż statutowa, wprowadza ona m.in. obowiązek oddania 80 proc. zysku wypracowanego przez kasy ich członkom. – Wpłynie to na obniżenie atracyjności oferty kas, zmniejszy ich wypłacalność i zwiększy ryzyko utraty pieniędzy dla osób, które zdeponowały w kasach swoje oszczędności – mówi prezes Kasy Krajowej Grzegorz Bierecki. Według projektu, KK SKOK miałaby sprzedać posiadane firmy i udziały w nich w ciągu dwóch miesięcy. Według Biereckiego, ma to zmusić ją do pozbycia się majątku na niekorzystnych warunkach, bo w takim czasie znalezienie dobrego kupca będzie niemożliwe.
Kasa pobożnych Posłom PO najbardziej zależy na tej części ustawy, która pozbawi władzy nad całym systemem Kasę Krajową SKOK, którą kontroluje Grzegorz Bierecki (75,01 proc. udziałów w niej ma Fundacja na rzecz Polskich Związków Kredytowych, której prezesem jest Bierecki). Rządzący nieprzerwanie kasami od ich powstania Bierecki jest, zdaniem PO, strażnikiem interesów PiS. Chodzi więc o odcięcie rywali od źródła finansowania. SKOK-i nie przelewają pieniędzy na konta PiS. Powiązania są bardziej dyskretne. Na przykład politycy PiS znajdowali pracę w spółkach powiązanych z kasami, gdy trafiali na polityczny aut (na przykład w połowie lat 90. w biurze pełnomocnika zarządu Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych pracował Przemysław Gosiewski). Kasy łożą spore kwoty na instytucje, firmy i media związane z Kościołem. Firma Media SKOK, ewidentnie powołana do stworzenia przeciwwagi dla „Polityki", „Gazety Wyborczej" i innych mediów bijących w kasy jak w bęben, obdziela reklamami „Gościa Niedzielnego”, „Niedzielę”, Telewizję Trwam. – Chcemy podkreślić nasze polskie, solidarnościowe i katolickie korzenie, współpracując z mediami katolickimi, które były do tej pory niezauważane i traktowane z sarkazmem – stwierdził Romuald Orzeł, prezes Media SKOK (przy okazji również redaktor naczelny „Gazety Bankowej”). Prezes Bierecki usiłuje pozyskać Kościół jako sojusznika przed nadchodzącą bitwą o ostateczny los kas. „SKOK to taki pobożny bank" – stwierdził niedawno szef KK SKOK, podkreślając, że tworzenie banków oferujących „godziwe oprocentowanie" zalecił sobór trydencki w 1535 r. i takie instytucje cieszą się poparciem Kościoła. Około 10 proc. oddziałów SKOK to kasy przyparafialne albo w inny sposób powiązane z Kościołem (na przykład SKOK Rodzin Katolickich w Białymstoku). Na Jasnej Górze ostatnio odbyła się konferencja „Inwestowanie etyczne wymogiem współczesnych czasów”, nad którą honorowy patronat objął m.in. Bierecki i o. Bogdan Waliczek, przeor Jasnej Góry. Przedstawiono tam projekt tzw. funduszu etycznego, który inwestowałby tylko w akcje spółek w swojej działalności kierujących się etyką katolicką.
Cisza przed burzą Czy prezes KK SKOK obroni siebie i przywileje kas? PO sama nie ma większości w Sejmie, ale władze SKOK zraziły do siebie również drugiego koalicjanta – PSL. Ludowcy tradycyjnie popierają silne na prowincji banki spółdzielcze, z którymi wiążą ich różne interesy. W czerwcu 2007 r. Artur Zawisza mówił o pomyśle ustawy, na mocy której banki spółdzielcze mogłyby się przekształcić w SKOK-i. Ale udziałowcy banków spółdzielczych zrozumieli, że ich własność przeszłaby w ten sposób z ich rąk w ręce każdego klienta członka kasy. Uznali też, że SKOK-i są dla nich większym wrogiem niż aliantem, gdyż otwierają swoje oddziały na wsi i w małych miasteczkach, odbierając im klientów. W tej sytuacji ich sojusznikiem przeciwko SKOK-om stały się duże banki. Jeden z przedstawicieli instytucji zrzeszającej banki spółdzielcze interweniował u posłów, aby nie dopuścić do przyznania SKOK-om licencji bankowej (bank miał rzekomo służyć kasom do wewnętrznych rozliczeń). SKOK-i liczą na poparcie prezydenta, który mógłby zawetować niekorzystną dla nich ustawę. Na razie sam zgłosił konkurencyjny projekt ustawy, który de facto pozostawia władzę nad kasami w rękach Kasy Krajowej oraz m.in. przyznaje SKOK-om tytuł egzekucyjny, podobny do tego, który mają banki; daje im prawo udzielania kredytów na 30 lat, świadczenia usług podmiotom zbiorowym, takim jak związki zawodowe, fundacje i kościoły. Gdyby projekt wszedł w życie, kasy faktycznie prowadziłyby bank, który nie nazywałby się bankiem i nie miałby licencji bankowej. Z racji układu sił w parlamencie projekt prezydencki nie ma szans, ale też koalicja PO-PSL nie zdoła sama odrzucić możliwego weta prezydenta do projektu poselskiego. Przyszłość SKOK-ów może zależeć od tego, jak zagłosują posłowie SLD, a ci raczej nie przepuszczą okazji, aby pognębić utożsamiane z PiS kasy (zresztą w towarzysko-biznesowym otoczeniu SLD nigdy nie brakowało osób związanych z bankami, by wspomnieć Marka Belkę czy Cezarego Stypułkowskiego).
Przystanek Luksemburg W połowie maja 2008 r. Kasa Krajowa SKOK założyła w Luksemburgu spółkę SKOK Holding i przeniosła do niej udziały większości firm powiązanych z kasą: Media SKOK, Asekuracja, SKOK Family Tours i firmę informatyczną H&S. – To ze względu na korzyści podatkowe i po to, aby uporządkować strukturę zarządzania w ramach grupy – tłumaczy Bierecki. Część ekspertów uważa, że prawdziwym powodem przeprowadzki jest to, że w Luksemburgu można łatwiej i szybciej niż w Polsce przeprowadzić wszelkie zmiany własnościowe i Bierecki zabezpiecza się w ten sposób na wypadek, gdyby parlament przegłosował projekt nakazujący szybkie pozbycie się przez SKOK-i udziałów w spółkach zależnych. Zmiany w systemie SKOK-ów zwiększające bezpieczeństwo pieniędzy klientów na pewno są wskazane. Ale przegłosowanie ustawy, która wygląda, jakby napisali ją konkurenci kas z banków, nie przysłuży się ani polskiej gospodarce, ani portfelom Polaków. – Nikt dziś nie sprzeciwia się poddaniu SKOK-ów większemu nadzorowi. Ale rozwiązania proponowane przez PO zmierzają do utrudnienia działalności kas. Nie można na nie nakładać obowiązków zbliżonych do bankowych, a zarazem usiłować ograniczyć pole ich konkurencji z bankami. SKOK-i są potrzebnym uzupełnieniem oferty finansowej dla klientów, o których banki zwykle nie dbały – uważa Aleksandra Natalii-Świat, posłanka PiS, wiceszefowa Komisji Finansów Publicznych.
Imperium SKOK-ów
Na koniec MARCA 2008 r. SKOK-i miały 1,7 mln klientów (prawie 6 mln gospodarstw domowych korzystało z ich usług) – o 8,5 proc. więcej niż rok wcześniej. Aktywa kas wzrosły o 27,5 proc., do 7,8 mld zł. Udzieliły one pożyczek o wartości aż o 30 proc. większej niż rok wcześniej. To wzrost podobny jak w sektorze banków. Banki uzyskały ten wynik, głównie zwiększając liczbę udzielanych kredytów hipotecznych, a SKOK-i – krótkoterminowych kredytów konsumpcyjnych. Depozyty kas wzrosły o 17 proc. Wśród stu największych instytucji finansowych w Polsce (według wielkości przychodów) są cztery kasy (SKOK im. Franciszka Stefczyka, Południowo-Zachodnia SKOK, SKOK im. Z. Chmielewskiego oraz SKOK Piast), a także Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych SKOK. Największy SKOK im. Stefczyka miał w 2007 r. 379,4 mln zł przychodów i 12,4 mln zł zysku netto. To więcej niż Dominet Bank i prawie tyle, ile wypracował polski oddział Deutsche Banku. Autor: Aleksander Piński źródło: Tygodnik "Wprost" numer 23/2008 (1328), www.wprost.pl Artykuł publikujemy za zgodą redakcji "Wprost"
|