| XIV Festiwal Słowian i Wikingów |
|
| 13.08.2008 | |||
Festiwal zakończył się w niedzielę. Przez trzy dni imprezy przez obóz, w którym w replikach wczesnośredniowiecznych chat i tradycyjnych płóciennych namiotach mieszkało ponad 1600 Słowian i wikingów, przewinęły się tysiące turystów. Most pontonowy, który przyholowali do Wolina saperzy z jednostki w Dziwnowie, przez cały czas był zatłoczony do granic możliwości. Wikingowie do Wolina przybyli z 22 państw świata, m.in. z Australii, USA, Danii, Francji, Ukrainy, Białorusi, Szwecji, a nawet Izraela. Największą atrakcją były bitwy - trzy lądowe i jedna morska. - To jedna z najlepszych i największych imprez, na jakich byłem. W porównaniu do tego, jak tu było 10 lat temu, gdy byłem tu pierwszy raz, bardzo wiele zmieniło się na lepsze - mówi Christian Bech z Kopenhagi, wiking z 20-letnim stażem, który na co dzień jest ochroniarzem. - Jestem wojownikiem, brałem udział w bitwie. Muszę stwierdzić, że walczy się tu bardziej ostro niż na festiwalach w zachodniej Europie. Kilka osób (wojów) potrzebowało po bitwach pomocy lekarskiej. Poważniejszych urazów jednak nie było. W obozie można było kupić wszystko, co oferowały średniowieczne miasta - od mieczy po gliniane garnki i wzorowaną na średniowiecznej odzież. Wszystkim, z którymi rozmawialiśmy, festiwal się podobał. Zwracali jednak także uwagę na minusy. - Nie rozumiem czemu toaleta, i to toi-toi, kosztuje 1,5 zł. To skandal. Bez sensu też jest to, że za każde wejście na festiwal trzeba płacić za bilet, a nie ma np. opasek, które pozwalałyby na wielokrotne wejście, albo karnetów - wylicza Marcin z Katowic, który do Wolina przyjechał pociągiem. - Nie ma też żadnych drogowskazów kierujących na festiwal. Organizacja festiwalu kosztowała Urząd Miasta ok. 300 tys. zł. - Budżet mamy ograniczony i dlatego nie było nas stać na pensje dla ludzi zajmujących się toaletami, więc wprowadziliśmy opłaty, które są przeznaczone na ich wynagrodzenie - wyjaśnia Ewa Grzybowska, kierownik Wolińskiego Domu Kultury. - Drogowskazy to dobry pomysł. Może wykorzystamy go w przyszłym roku. Dantejskie sceny rozgrywały się w pociągach i na dworcu PKP. - Była czynna tylko jedna kasa i kolejka była przynajmniej na 40 min stania. W ostatniej chwili przed przyjazdem pociągu kasjerka z łaską powiedziała, że powie konduktorom, żeby nie pobierali opłaty za wypisanie biletu - mówi Artur Kubasik, świnoujski fotograf. - To skandal, pociągi są tak zatłoczone, że wczoraj po południu ludzie wpychali się nawet do kabiny maszynisty. Konduktorka musiała zagrodzić ludziom wejście.
Rozmowa z burmistrzem Wolina Andrzej Kulej: Jak się udało? Eugeniusz Jasiewicz, burmistrz Wolina: - To wielki sukces. Frekwencja dopisała, tylko w piątek było 5 tys. ludzi. Nigdy nie było takich kolejek! Nawet w tej chwili [niedzielne popołudnie - red.] są kolejki po 200 m po bilety wstępu. Co w tym roku było wyjątkowego? - Po raz pierwszy przyjechał do nas burmistrz szwedzkiego Stafanstorph i festiwal otworzyliśmy razem - burmistrzowie Słowian i wikingów. Odwiedziła nas nawet pani wiceambasador USA. Była pod wrażeniem. Zabrakło mi komentowania bitwy, bo nie było wiadomo, o co chodzi. - Częścią historyczną odbywającą się na wyspie zajmuje się Stowarzyszenie Wikingów i Słowian. Próbujemy ich przekonać, żeby to zrobić.
- W obozie przyjąć mogliśmy tylko 1,5 tys. uczestników, choć chętnych było dwa razy więcej. Dlatego pierwszym zadaniem jest powiększenie skansenu o co najmniej tysiąc metrów kwadratowych, zwiększenie liczby chat z 12 do 25 oraz budowa tradycyjnego nabrzeża, przy którym będą mogły cumować łodzie wikingów. Robimy to w ramach Zachodniopomorskiego Szlaku Żeglarskiego.
Więcej na ten temat Program festiwalu |



W dniach 1 – 3 VIII 2008 r. na wyspie koło Wolina odbył się XIV Festiwal Słowian i Wikingów, podczas którego 1500 uczestników - wojów, rzemieślników i grup muzycznych z 22 państw - zaprezentowało wszelkie aspekty życia naszych przodków w „żywy” sposób. Jednym ze sponsorów festiwalu był Bank Spółdzielczy w Wolinie.