| Kryzys tlenem dla reform |
|
| 17.11.2008 | |
|
"Wygląda na to, że także polska gospodarka a z pewnością przemysł, już nie hamuje, a kurczy się. Stefan Kawalec w precyzyjnie skonstruowanym artykule ostrzega, że jeśli rząd nie zachęci banków do odblokowania kredytów, grozi nam zaledwie 1-proc. wzrost gospodarczy", ostrzega "Newsweek". Perspektywy gospodarcze dla Polski i naszego regionu Europy gwałtownie się pogarszają. Nas zszokowała skrajnie pesymistyczna prognoza banku JP Morgan, która przewiduje zaledwie 1,5-procentowy wzrost polskiego PKB w 2009 roku. Nie do wiary. Przecież ledwie pół roku temu ci sami eksperci szacowali go na 5,2 proc. Część polskich ekonomistów, mających jeszcze świeżo w pamięci październikowy raport tegoż JP Morgan, w którym złoty uznany został za jedną z najbardziej zagrożonych walut w regionie, potraktowała to jako dowód braku profesjonalizmu tamtejszych analityków. Jednak dla sceptyków prognoza banku potwierdza szybkie pogarszanie się perspektyw naszej gospodarki.
Węgrom i Czechom analitycy JP Morgan wróżą na przyszły rok odpowiednio 1- i 2-proccntowy spadek PKB. W dodatku sygnały weryfikacji zbyt optymistycznych do niedawna prognoz dla Polski i naszego regionu Europy są ostatnio coraz częstsze. Wszak sam NBP dopiero co radykalnie skorygował w dół do ok. 2,8 proc. oczekiwania przyszłorocznego tempa wzrostu PKB. Przybywa też ekonomistów mówiących o 2-2,5 proc. Były wiceminister finansów - matematyk z wykształcenia - Stefan Kawalec w precyzyjnie skonstruowanym artykule ostrzega na łamach "Gazety Wyborczej", że jeśli rząd nie zachęci banków do odblokowania kredytów, grozi nam zaledwie 1-proc. wzrost gospodarczy. Natomiast polski rząd z premierem włącznie, jakby zaklinając rzeczywistość, podtrzymują wskaźnik 4,8 proc, a wicepremier Waldemar Pawlak "nawet byłby bardziej optymistyczny". Tymczasem z ubiegłego tygodnia mamy informacje o spadku produkcji samochodów, cementu, blachy i stali. Kolejne firmy przemysłowe zapowiedziały urlopy lub zwolnienia pracowników, a na portalach budowlanych pojawiły się dziesiątki ofert przedsiębiorstw poszukujących kontraktów. Wygląda na to, że także polska gospodarka a z pewnością przemysł, już nie hamuje, a kurczy się.
Analityk firmy ratingowej Fitch, odpowiada, że rynki naszego regionu w całej grupie krajów rozwijających się są najbardziej narażone na negatywne skutki kryzysu finansowego z powodu relatywnie wysokich deficytów na rachunkach bieżących oraz pokaźnego zadłużenia za granicą, zwłaszcza krótkoterminowego. Nie wyklucza, że kolejne kraje będą potrzebowały wsparcia ze strony międzynarodowych instytucji finansowych. Tak jak niedawno Węgry, które zmuszone były pożyczyć z MFW 5 mld dolarów, jako pierwszy od 20 lat kraj Unii Europejskiej. Europa Środkowo-Wschodnia dość niespodziewanie bowiem przestała być pupilem inwestorów. Przez lata zachodni biznes był wręcz zafascynowany dynamiką rozwoju tych tygrysów gospodarczych Europy. Czołowe koncerny świata wykorzystywały niskie koszty pracy i wysokie kwalifikacje Polaków, Czechów, Słowaków czy Węgrów, budując tu fabryki z myślą o zaopatrywaniu całej Europy, co zaowocowało szybkim w-zrostem produkcji i eksportu (średni wzrost PKB w krajach tego regionu wyniósł od 2000 roku ok. 5 proc. rocznie). Do liczonego w setkach miliardów euro napływu kapitału prywatnego - zarówno inwestycji bezpośrednich, jak i pożyczek - doszło jeszcze ponad 70 mld euro z funduszy unijnych. To właśnie szeroki strumień kapitału z zagranicy maskował takie problemy, jak rosnące ujemne saldo obrotów bieżących, szybko zwiększające się zadłużenie walutowe większości krajów i ich uzależnienie od finansowania zewnętrznego. A także to, co bodaj najistotniejsze, czyli przespanie okresu prosperity na hamulcu prywatyzacyjnym oraz zastąpienie fundamentalnych reform finansów publicznych budżetową rozrzutnością, co najszybciej, bo w 2006 roku, dało o sobie znać na Węgrzech, gdzie deficyt finansów publicznych przekroczy 9 proc. PKB. Dobra passa regionu skończyła się wraz z mocnymi podmuchami globalnego kryzysu finansowego. Jednak jeszcze u progu jesieni wydawało się, że nerwowa ucieczka inwestorów z giełd oraz wyprzedaż walut tego regionu będzie najbardziej dotkliwym skutkiem tarapatów globalnej gospodarki. A sama recesja obejdzie się dość łagodnie z krajami o najsolidniejszych fundamentach gospodarczych i systemach bankowych, takimi jak Polska i Czechy. Złudzenia pryskają teraz, gdy do kłopotów państw, firm i banków tego regionu z pozyskiwaniem środków finansowych za granicą doszło zmaterializowanie się widma dotkliwej recesji, której pierwszymi ofiarami stały się branża motoryzacyjna (Słowacja, Czechy, Polska) i rynek nieruchomości (cała Europa Środkowa). Jeśli wziąć pod uwagę przesądzoną już stagnację bezpośrednich inwestycji zagranicznych w tych krajach, trudności z absorpcją funduszy unijnych oraz radykalny spadek kredytów bankowych z zagranicy dla regionu (szacuje się, że z ponad 200 mld dol. w 2007 roku spadną one do ok. 70 mld dol. w 2009), wiele krajów Europy Środkowo-Wschodniej może się znaleźć w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Piotr Aleksandrowicz, Miłosz Węglewski źródło: "Newsweek". Więcej wraz z radami dla rządu w tygodniku "Newsweek". Więcej na ten temat: Tesco obniży zyski polskich firm Grozi nam katastrofa finansowa Nie zdajemy sobie sprawy z powagi sytuacji Kiedy zbankrutuje nasze państwo? W USA nie ma małych prywatnych sklepów Jeronimo Martins przejmie 210 sklepów Plusa Jeronimo Martins - najgroźniejszy przeciwnik Zakaz handlu w niedziele i święta w całej UE Waltonowie - najbogatsza rodzina świata Stany Zjednoczone Socjalistycznej Ameryki Wal-Mart najcenniejszą marką świata Amerykański rząd przejmie kontrolę nad AIG Protekcjonizm w UE to normalność Supermarkety licencjonowane jak telewizje Supermarkety zamieniają wolnych ludzi w niewolników Założenia ustawy o zrównoważonym rozwoju handlu "Rzeczpospolia" broni interesów wielkich sieci supermarketów Nikt nie bronił interesów małych i średnich firm Wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie hipermarketów Prezydent Portugalii otworzy tysięczną Biedronkę |

