Menu Content/Inhalt
Witamy w serwisie arrow Zarządzanie arrow Prywatyzacja energetyki po niskich cenach
Prywatyzacja energetyki po niskich cenach Drukuj
12.02.2009

Minister skarbu Aleksander Grad chce sprzedawać państwowe spółki taniej, niż planował. W większości z pominięciem giełdy, ale z udziałem inwestorów strategicznych.

 

We wtorek na nadzwyczajnym spotkaniu z grupą ekonomistów i analityków bankowych minister skarbu Aleksander Grad ogłosił nowy plan prywatyzacji. Zmiany są radykalne. Grad chce sprzedawać państwowe spółki taniej, niż planował. W większości z pominięciem giełdy, ale z udziałem inwestorów strategicznych.

- Minister finansów chce, żeby dochodami z prywatyzacji wspierać budżet państwa - przyznaje Grad. Chodzi o 12 mld zł wpływów do budżetu. W tym i przyszłym roku większość ma pochodzić ze sprzedaży trzech państwowych firm energetycznych: Tauronu, Enei i Energi.

To praktycznie jedyny ratunek dla zagrożonej państwowej kasy. W zeszłym tygodniu rząd musiał ściąć wydatki o 19 mld zł, bo mocno spadły wpływy z podatków.

Planem, by sprzedawać państwowe spółki taniej, oburzone są opozycja i związki zawodowe. Zwłaszcza sprzedaż spółek energetycznych już budzi ogromne emocje. To ostatni ważny sektor gospodarki kontrolowany przez państwo.

- Za chwilę w ogóle nie będziemy mieli polskiego przemysłu - oburza się Zbigniew Kozak (PiS), wiceszef sejmowej podkomisji ds. energetyki.

- Firmy energetyczne osiągają zyski, nie ma przymusu prywatyzowania ich teraz, gdy inwestorzy kupią je znacznie taniej.

Ale parlament nie może zablokować prywatyzacji, bo decyduje o tym rząd. Dużo trudniejszą przeprawę minister Grad będzie miał ze związkami w prywatyzowanych firmach.

- Rząd nie chce z nami o tym rozmawiać - denerwuje się Kazimierz Grajcarek, przewodniczący sekcji górnictwa i energetyki "Solidarności". - Prywatyzacja teraz, w czasach kryzysu, to po prostu zdrada. Rząd się na tym przejedzie!

60 mld zł trzeba znaleźć do 2020 r. na nowe elektrownie i sieci energetyczne


Ale jeśli rząd chce sprzedać jakieś firmy, to musi obniżyć ceny. W zeszłym roku prywatyzacja zakończyła się fiaskiem, bo - gdy kryzys był coraz bardziej widoczny - potencjalni inwestorzy uznawali, że ceny, jakich chciał rząd, są wygórowane.

Czy nie lepiej więc poczekać? - A jaka jest gwarancja, że za dwa czy trzy lata wyceny będą wyższe? - pyta Krzysztof Rybiński, ekonomista z Ernst & Young. - Energetyka potrzebuje inwestorów, bo bez inwestycji za kilka lat zabraknie nam prądu.

Firmy muszą znaleźć do 2020 r. ok. 60 mld zł na nowe elektrownie i sieci energetyczne.


Źródło: Gazeta Wyborcza


Cały materiał

Nasz komentarz:

Energetyka to jedna z kluczowych dziedzin gospodarki.

Jeżeli zostanie przejęta przez zagraniczny kapitał, a ceny energii zostaną uwolnione, łatwo ją będzie można wykorzystać do drenowania polskich przedsiębiorstw.

Wczoraj, 11 lutego 2009 r., byłem na konferencji prasowej w Związku Rzemiosła Polskiego. Przedstawiciel branży piekarskiej skarżył się tam na drastyczne podwyżki cen energii elektrycznej, w wyniku których w 2008 r. zbankrutowało 400 piekarni. Większość z nich to pewnie klienci banków społdzielczych.

Wiele innych firm też  już ma kłopoty z powodu ogromego wzrostu cen energii. A przecież na tych podwyżkach się nie skończy, gdyż jeszcze trzeba dostosować energetykę do wymogów pakietu klimatycznego, na który nasz rząd pochopnie zgodził się w zeszłym roku.

Ile polskich firm upadnie, ile osób straci pracę z powodu wrostu cen energii?

Nikt tego dokładnie nie wie.

Wysokie ceny energii sprawią, że w kłopoty wpadną też banki spółdzielcze, których klienci stracą pracę przez podwyżki cen energii.

Nie zdziwię się, gdy na koniec 2009 r. stopa bezrobocia w Polsce będzie wynosiło 18 proc. Sporo z tego to będzie efekt wzrostu cen energii elektrycznej. 

Trzeba wstrzymać prywatyzację energetyki. Bo skończy się tak, że zakłady energetyczne zostaną sprzedane tanio, a ich nowi właściciele odbiją sobie inwestycje z nawiązką, podwyższając ceny energii dla ludzi i firm. W następstwie tego  sporo firm upadnie, zwiększy się bezrobocie, zmniejszą wpływy do ZUS i z podatków, a wzrosną wydatki z Funduszu Pracy.

Budżet państwa w szybkim tempie straci więc to, co zyska ze sprzedaży zakładów energetycznych. Rachunek ciągniony w okresie 10 lat będzie zdecydowanie niekorzystny dla naszego państwa – kilkanaście, a może więcej miliardów złotych w plecy.

Bo przecież niezbędne inwestycje w energetyce nowi, zagraniczni właściciele sfinansują naszym kosztem. Nie tylko firm, ale gospodarstw domowych, bo już domagają się podwyżek cen energii elektrycznej dla gospodarstw domowych.

A przyszli tu nie po to, by nam pomagać, tylko na nas zarabiać, zdzierać z nas, tak jak Powszechne Towarzystwa Emerytalne, firmy ubezpieczeniowe i banki komercyjne.

Po tych złych doświadczeniach trzeba wstrzymać prywatyzację energetyki.

Jeżeli rząd potrzebuje pieniędzy, niech obetnie wydatki na bal, jakim mają być Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej Euro 2012.  Nie stać nas na te igrzyska. Oddajmy je jak najszybciej Niemcom. Już teraz.

Jawną głupotą jest sprzedawanie kluczowej branży energetycznej po bardzo niskich cenach, byle tylko mieć pieniądze na bal.  

 

 

Jerzy Krajewski

Więcej na ten temat:

Prądz abija fabryki i banki spółdzielcze

Zmieńcie politykę, to kupimy energetykę

Koszty pakietu klimatycznego

 

Ankieta

Ile powinno działać banków zrzeszających?
 
designed by www.madeyourweb.com