|
"Różnica między bankami spółdzielczymi i komercyjnymi jest taka, że my nie będziemy głosili tezy, że klienci mogą spodziewać się wstrzymania kredytowania małych i średnich przedsiębiorstw albo innych ich przedsięwzięć", powiedział Marian Grzegorczyk w wywiadzie w "Banku Spółdzielczym".
Rozmowa z Marianem Grzegorczykiem, przewodniczącym Rady Zrzeszenia MR Banku SA, prezesem Banku Spółdzielczego w Przysusze
Wykorzystać sprzyjającą sytuację Janusz Orłowski: Z badań instytutu Pentor wynika, że przedstawiciele banków spółdzielczych najmniej, spośród wszystkich bankowców, obawiają się skutków kryzysu na światowych rynkach finansowych. Z czego wynika takie przeświadczenie? Marian Grzegorczyk: Jeżeli chodzi o kryzys na polskim rynku finansowym, to osobiście więcej widzę w tym tak zwanego szumu medialnego, niż rzeczywistych zagrożeń. W przypadku mojego banku uważam, że powinniśmy wykorzystać tę sytuację do jeszcze bardziej wzmożonego rozwoju. Jesteśmy w okresie zebrań grup członkowskich i podczas tych spotkań wszyscy się zgadzają, że jako bank spółdzielczy o charakterze lokalnym, który nie ma aktywów ulokowanych w instrumentach finansowych "wydumanych" w amerykańskich, czy też zachodnioeuropejskich uczelniach, zwanych także toksycznymi aktywami, potrafimy sobie doskonale dać radę. Powinniśmy więc uspokajać środowisko bankowe i dalej ostrożnie prowadzić swoją działalność. W moim przekonaniu nie grozi nam żaden ostry kryzys finansowy, jak również gospodarczy, w szerokim tego słowa rozumieniu. - Jak Pan ocenia ubiegłoroczne wyniki sektora banków spółdzielczych, na przykładzie swojego banku? - Oceniam te wyniki pozytywnie, chociaż wiele się mówi o spadku w sektorze wartości depozytów, kredytów itp. W moim banku w minionym roku obligo kredytowe wzrosło o blisko 20 procent, w porównaniu do 2007 roku, a wartość depozytów zwiększyła się o 23 procent. Trudno więc żebym mówił o jakimś kryzysie. Wręcz odwrotnie, mogę powiedzieć, że wzrosła suma bilansowa, bezpieczeństwo banku, nie powstały też żadne dodatkowe zagrożenia w przypadku jakości portfela kredytowego i ewentualnego obniżenia standardu kredytów. Nie oznacza to oczywiście, że nie trzeba pilnie pracować i dokładnie obserwować wszystko to, co dzieje się na rynku oraz dostosowywać się do zachodzących na nim zmian. Tylko wówczas bowiem nie będzie dla banków spółdzielczych jakiegokolwiek zagrożenia w prowadzonej przez nie działalności. W minionym roku przybyło nam nowych rachunków założonych przez klientów, nie zwiększaliśmy też w ubiegłym roku oprocentowania kredytów udzielanych przez bank, jak również nie zwalnialiśmy tempa akcji kredytowej i uważam, że klienci to doskonale wyczuwali. Wiedzieli, że jeśli skorzystają z naszych usług, to z pewnością rozwiążemy ich problemy, a nasz bank będzie się nadal rozwijał. Widać z tego, że zarówno jeżeli chodzi o misję banków spółdzielczych, jak również ich lokalny charakter działania, to sektor ten jest w stanie przetrzymać kryzys, jaki pojawił się na rynku finansowym. Ale różnica między bankami spółdzielczymi i komercyjnymi jest taka, że my nie będziemy głosili tezy, że klienci mogą spodziewać się wstrzymania kredytowania przez banki małych, czy średnich przedsiębiorstw, albo też innych przedsięwzięć realizowanych przez klientów. - Jaki wpływ na sektor banków spółdzielczych będą miały nowe regulacje prawne, takie jak nowelizacja ustawy o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym oraz możliwość ogłaszania upadłości konsumenckiej? - O nowelizacji ustawy o BFG, a dokładnie o podniesieniu kwoty gwarantowanych przez państwo depozytów do równowartości pięćdziesięciu tysięcy euro, można mówić tylko pozytywnie. Uważam, że w naszych polskich warunkach można było śmiało podnieść te gwarancje jeszcze wyżej. W bankach spółdzielczych posiadaczy depozytów o równowartości pięćdziesięciu tysięcy euro nie jest wielu. Jeżeli jakiś klient przekroczył tę wartość, to raczej jest to instytucja lub firma. Poza tym rząd, nawet gdyby podwyższył tę kwotę do dwa razy większej sumy, czyli do stu tysięcy euro, podobnie jak zrobiły to niektóre kraje Unii Europejskiej, to też niewiele by ryzykował, bo i tak banki będą musiały dokonywać zwiększonych wpłat, w postaci obowiązkowej składki odprowadzanej na konto Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. W przypadku ustawy o tak zwanej upadłości konsumenckiej, to pod tym względem nie mamy jeszcze żadnych doświadczeń i dopiero życie pokaże, czy wiele osób będzie chciało skorzystać z takiej możliwości oddłużenia. To wcale nie jest idealne rozwiązanie dla każdego, kto się chociaż przez chwilę zastanowi nad konsekwencjami ogłoszenia upadłości konsumenckiej. W tym przypadku trzeba bardzo ostrożnie postępować. Ci co pójdą jak ćma, to wpadną w pajęczynę, z której bardzo trudno będzie się im wydostać, nawet do końca życia. Po prostu brakuje nam doświadczeń, z których moglibyśmy skorzystać. Moim zdaniem, ta nowa ustawowa nie spowoduje jakiegoś masowego korzystania z możliwości oddłużenia, a tym samym nie będzie stanowiła zagrożenia dla banków. Zwłaszcza, że rozwiązanie to zawiera bardzo dużo różnego rodzaju warunków i ograniczeń, jakie musi spełnić osoba, która chce skorzystać z możliwości ogłoszenia prywatnego bankructwa. - Czy zaostrzenie kryteriów udzielania kredytów dotyczy także banków spółdzielczych, czy raczej nie, ponieważ spółdzielcy udzielają niewielu kredytów hipotecznych? - W moim banku, to zaostrzenie kryteriów udzielania kredytów nie jest brane specjalnie pod uwagę, ponieważ nasz bank udziela kredytów mieszkaniowych najwyżej na okres piętnastu lat, podczas kiedy inne banki, zwłaszcza komercyjne, udzielają takich kredytów na trzydzieści, a w niektórych przypadkach nawet na czterdzieści lat. Poza tym mój bank nigdy nie udzielał kredytów mieszkaniowych na sto procent inwestycji. Najwyżej na siedemdziesiąt, a tylko w wyjątkowych przypadkach na osiemdziesiąt procent wartości kredytowanej nieruchomości. Tak więc te obostrzenia w udzielaniu kredytów hipotecznych, wynikające między innymi z wydanej rekomendacji przez Komisję Nadzoru Finansowego, w zasadzie nie dotyczą mojego banku. Jak już wspominałem, nigdy nie udzielaliśmy kredytów tego rodzaju na sto procent wartości nieruchomości i z tego co wiem, większość banków spółdzielczych także postępowała w ten sposób. Warto również pamiętać, że dochody klientów banków spółdzielczych są zwykle bardzo mocno zdywersyfikowane. Oni prawie nigdy nie mają jednego źródła dochodu, ale wiele różnych. Nie mówię tutaj oczywiście o klientach instytucjonalnych, ale o indywidualnych. To nie są osoby żyjące wyłącznie z wynagrodzenia za świadczoną pracę. Natomiast klienci banków komercyjnych, mieszkający w dużych miastach i starający się o przyznanie kredytu hipotecznego, utrzymują się w większości przypadków wyłącznie z uzyskiwanego wynagrodzenia za pracę. Nasi klienci, to w dużym procencie rolnicy, ludzie wolnych zawodów, jak na przykład lekarze weterynarii i medycyny, nauczyciele, krótko mówiąc miejscowa inteligencja. My znamy swoich klientów i doskonale jesteśmy w stanie ocenić ich możliwości finansowe. - Jak Pan ocenia współpracę trzech funkcjonujących obecnie zrzeszeń banków spółdzielczych. Czy powinna być ona jeszcze bardziej ścisła, niż przeprowadzona ostatnio wspólna kampania reklamowa, promująca pozytywny wizerunek całego sektora spółdzielczości bankowej? - Uważam, że ostatnia promocja wizerunkowa na antenie radia i w programach telewizyjnych, przeprowadzona wspólnie przez trzy zrzeszenia banków spółdzielczych, według mnie, spełniła swoje zadanie. Nie bardzo sobie natomiast wyobrażam wspólną promocję produktów i usług bankowych. Chodzi o to, że zbyt duża jest autonomia banków spółdzielczych i dlatego każdy stara się kreować swój wizerunek na własnym terenie działania, czyli lokalnie, bo tylko taką możemy prowadzić działalność. Natomiast promocja wizerunkowa, pozwalająca uświadomić społeczeństwu, że banki spółdzielcze istnieją, funkcjonują na obszarze całego kraju od dziesiątków lat, dobrze się mają i pozytywnie się o nich mówi, to taka kampania była bardzo dobra. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że ta akcja reklamowa była nam potrzebna. - Jak Pan ocenia propozycję wprowadzenia na nasz rynek bankowy nowego produktu, jakim jest tak zwany odwrócony kredyt hipoteczny, pozwalający właścicielowi na stopniowe wycofywanie kapitału z nieruchomości mieszkaniowej, bez utracenia nad nią kontroli? - Dyskusja na ten temat trwa w naszym kraju co najmniej już od dziesięciu lat. Uważam, że trzeba jak najwięcej pisać i mówić o tym produkcie, żeby klienci wiedzieli, z czym mają do czynienia. Jest to szczególnie atrakcyjna oferta dla osób, które nie mają komu zostawić w spadku swojej nieruchomości albo z różnych przyczyn nie chcą tego zrobić. Taka umowa kredytowa pozwoliłaby wielu starszym osobom znacznie podnieść standard życia, dzięki dodatkowym dochodom uzyskiwanym poza świadczeniem emerytalnym. Jest to swego rodzaju renta dożywotnia dla właściciela mieszkania lub domu, uzyskana pod zastaw nieruchomości. Trzeba jednak ludzi umiejętnie przekonać do takiego produktu, który na naszym rynku jest jeszcze zupełnie nieznany. Potrzebna jest równocześnie zmiana mentalności, bowiem w Polsce znaczne jest jeszcze przywiązanie do posiadanej nieruchomości, która jest przekazywana zwykle nowemu właścicielowi w formie spadku albo przechodzi na własność skarbu państwa, w przypadku braku spadkobiercy. - Jaka Pana zdaniem powinna być strategia banków spółdzielczych na najbliższe lata, zwłaszcza w kontekście obecnej sytuacji na rynkach finansowych? - Według mnie, strategią na najbliższy czas powinno być, jak najlepsze wykorzystanie obecnej sytuacji. Bo jeżeli banki spółdzielcze nie wykorzystają tej sytuacji, a mają doskonałą okazję, żeby ją z pożytkiem dla siebie wykorzystać, to w przyszłości będzie jeszcze trudniej. Nie jest tak, że nagle na świecie znikły jakieś pieniądze. One się tylko mogły przemieścić w inne miejsce. Jest więc okazja żeby powstałą sytuację wykorzystać zwłaszcza, że banki spółdzielcze cieszą się wśród swoich klientów doskonałą reputacją. Nam się czasami może wydawać, że to trudne, ale moim zdaniem, to jest dla nas doskonała okazja. Ja taką właśnie strategię opracowałem i prezentuję na różnych spotkaniach, między innymi z naszymi udziałowcami i klientami. Przygotowałem nawet specjalne hasło promujące tę strategię: "Kochajcie banki spółdzielcze, bo tylko one potrafią się wam odwdzięczyć". Chodzi oczywiście o możliwość zwiększenia przez banki spółdzielcze udziału w rynku usług finansowych. Przede wszystkim powinniśmy dobrze wykorzystać naszą szansę w postaci znacznych depozytów, których brakuje wielu bankom komercyjnym. U naszych depozytariuszy mamy zaufanie i dlatego możemy liczyć, że przyniosą oni właśnie do banków spółdzielczych swoje oszczędności. Bywa i tak, że klienci nie zawsze mają dostateczną wiedzę i dobre rozeznanie odnośnie nowych produktów bankowych, ale wierzą nam oraz mają do nas zaufanie i dlatego nie boją się powierzyć nam swoich pieniędzy. Także w przypadku kredytów możemy liczyć na nowych klientów, ponieważ w innych bankach mogą spotkać się z obostrzonymi kryteriami w ich udzielaniu. - Dziękuję za rozmowę. Wywiad z najnowszego numeru "Banku Spółdzielczego" za www.bs.net.pl
|