| Bronić miejsc pracy w małych i średnich miastach |
|
| 10.03.2009 | |
|
Jak podała firma badawcza Nielsen w 2008 roku z rynku zniknęło w Polsce niemal 7 tys. małych sklepów spożywczych. To największa liczba sklepów, jaka zniknęła z rynku w ostatnich latach. Najwyższy czas kolejny raz podjąć w tej sprawie działania polityczne. Ekspansją sieci super- i hipermarketów interesuję się od 1998 r., od czasu, gdy przygotowałem raport na temat handlu w Polsce dla miesięcznika "Businessman Magazine", gdzie pracowałem. Już wówczas, gdy udział hipermarketów w handlu detalicznym wynosił 20-30 procent, dostrzegałem zagrożenie z ich strony dla małych i średnich firm handlowych i produkcyjnych. Wysłałem wtedy w tej sprawie list do wiceministra gospodarki Jerzego Eysymonta. To był jednak wyjątkowy liberał i zlekceważył moje ostrzeżenia.
Interesy Wal-Martu czy rodziny Waltonów są w sprzeczności z interesami dostawców do ich marketów i lokalnych społeczności. Nowy hipermarket Wal-Mart jest jak szczupak wpuszczony do stawu pełnego karpi. Ryby bardziej ospałe giną. Biznes to nie jest zabawa dla małych dzieci, lecz ostra rynkowa gra, a właściwie totalna, choć bezkrwawa, wojna. Najpierw na nowy rynek wysyła się swoich szpiegów i agentów wpływu, by rozpoznali teren działań wojennych. Przychylność lokalnych przywódców (władz samorządowych, liderów opinii, mediów) zdobywa się za pomocą drobnych lub większych prezentów, np. wpłat dla lokalnej fundacji charytatywnej lub instytutu badawczego. Gdy opanuje się przyczółek, jest zgoda na budowę hipermarketu, do boju wrzuca się wielki kapitał na budowę i najlepszych fachowców do walki z lokalną konkurencją. Walka jest na wykończenie, więc podnosi się krzyk najsłabszych przeciwników, którzy nie wytrzymują w boju. Wtedy korporacji osłonę dają działania z zakresu public relations i polityki społecznej. Gdy najsłabsi padną, głosy oburzenia powoli cichną. Hipermarket w spokoju panuje nad terenem. Nie mniej morderczą walkę sieci handlowe toczą z dostawcami. W niektórych przypadkach traktują ich jak królowie poddanych. Im mniejszy dostawca, tym bardziej jest poniżany. W Polsce zdarzają się przypadki, że przedstawiciele potencjalnych dostawców są specjalnie przed negocjacjami przetrzymywani godzinami (czekają na opóźniające się spotkanie) w gorących pomieszczeniach, by byli bardziej skorzy do ustępstw.
W sumie to normalna gra rynkowa. Negocjacje handlowe to istota biznesu. Nikt nie musi współpracować z sieciami. Wielu dostawców, którzy na interesy z sieciami zdecydowali się, odniosło wielkie sukcesy. Wielkie sieci handlowe to jeden z najważniejszych elementów globalnej gospodarki kapitalistycznej. Są nowoczesne i efektywne. Wyciskają z ludzi siódme poty na całym świecie, upadają firmy w USA, ale rodzą się w Chinach. Nazywanie tego wyzyskiem jest jednak nadużyciem. Nikt nie jest zmuszany do pracy dla sieci handlowych. Jestem zwolennikiem wolnego rynku, choć zadaję sobie również sprawę z tego, że ma on również brzydkie oblicza. W rynkowej walce zdarzają się przypadki łamania prawa, choć sieci handlowe, zdając sobie sprawę, że mają licznych przeciwników, starają się, by było ich jak najmniej. O to, że sieci handlowe walczą z konkurencją i są tej walki ofiary, nie można mieć do nich pretensji. Bo czyż można mieć pretensję do geparda o to, że szybko dopada i spokojnie zjada gazele na sawannie? W długim okresie na horyzoncie rysują się pewne niebezpieczeństwa związane z rozwojem sieci, np. wzrost bezrobocia z powodu upadku lokalnych firm w USA, czy wzrost cen w hipermarketach po wykończeniu konkurencji. Na razie jednak USA radzą sobie w ramach gospodarki rynkowej. Bezrobocie jest tam niskie, konkurencja działa, a gospodarka jest prężna. Film „Wysoki koszt niskich cen” jest głosem tych, którym się gorzej wiedzie. Ważnym głosem, pokazującym ich problemy. W Polsce odpowiedzią na takie głosy jest ustawa hamująca nieco rozwój sieci handlowych. To jest decyzja polityczna, dopuszczalna w demokracji. Reprezentanci narodu uznali, że warto interweniować na polu walki biznesowej, by wspomóc najsłabsze krajowe firmy, dać im czas na wzmocnienie sił. Sieci handlowe na tym nieco stracą, ale nie powstrzyma to ich ekspansji. Latem 2008 r. widać było nadciągający kryzys
Przed Trybunałem Konstytucyjnym 8 lipca 2008 r. nikt nie bronił interesów małych i średnich firm. Przeciw nim opowiedział się przedstawiciel Marszałka Sejmu i Prokuratora Generalnego. Wszyscy poparli interesy wielkich sieci handlowych. A gra toczy się o los setek tysięcy małych i średnich firm handlowych i produkcyjnych i miliony miejsc pracy. Zasady zrównoważonego rozwoju to dla tych polskich władz nic nie znaczące hasło. A jedno miejsce pracy w hipermarkecie oznacza utratę kilku miejsc pracy w małych i średnich firm handlowych oraz małych i średnich firm produkcyjnych. Tak dzieje się na całym świecie. Niektóre kraje potrafiły wprowadzić ustawowe ograniczenia rozwoju sieci hipermarketów. W naszym kraju, najważniejsza władz - Trybunał Konstytucyjny - uznała, że setki tysięcy polskich małych i średnich firm zatrudniających miliony polskich obywateli nie potrzebują wsparcia w postaci lekkiego, administracyjnego wyhamowania ekspansji sieci supermarketów. Jak mamy szanować nasze władze, skoro w przypadku konfliktu interesów prawie zawsze stają po stronie wielkich zagranicznych firm i banków? Przeciw ustawie o WOH opowiedziały się również organizacje pracodawców, m.in. Krajowa Izba Gospodarcza i Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan. Bo one też bronią tylko interesów wielkich firm. Dziś już widać, że ekspansja hipermarketów zaszkodziła amerykańskiej gospodarce, choć rok temu nie było to jeszcze takie jasne. Wykończyła miliony firm handlowych i produkcyjnych w amerykańskich miastach, wpędziła w kłopoty miliony przedsiębiorców. Wielu z nich straciło firmy i zostało najemnymi pracownikami, wielu do tej pory żyje z zasiłków społecznych. Amerykańskie klasy średnia i niższa z roku na rok ubożały. Ludzie coraz bardziej żyli na kredyt. Amerykański bank centralny próbował ożywić gospodarkę tanimi kredytami i skończyło się to krachem na rynku kredytów hipotecznych. Podstawą kryzysu jest jednak trwająca wiele lat ucieczka miejsc pracy w handlu i produkcji z USA za granicę. Sieci hipermarketów wykończyły small business w USA w prosty sposób. Małym i średnim firmom handlowym odebrała klientów. Małym i średnim firmom produkcyjnym zabrała kanały dystrybucji, upadły bowiem firmy handlowe, w których te produkty sprzedawały, a sieci supermarketów na swoje półki ich nie wzięły, bo zapełniły je tanimi produktami z Chin, Indii, Tajlandii czy Brazylii. To był jeden z powodów utraty miejsc pracy w USA. Drugi to przenoszenie produkcji wielkich amerykańskich koncernów do krajów, w których można było tanio zatrudnić pracowników. Trend ten został wzmocniony również przez sieci supermarketów. Gdy zaczęły one sprowadzać tanie produkty z zagranicy, amerykańscy producenci, by konkurować z nimi, musieli obniżyć koszty, i zaczęli wyprowadzać produkcję do tańszych państw. W efekcie pracę tracili Amerykanie, a zyskiwali ją obywatele krajów Azji Południowo-Wschodniej. Amerykanie ubożeli, a poprawiało się położenie ludzi w innych krajach. Ale najbardziej bogacili się właściciele sieci supermarketów. Ich fortuny liczone są obecnie w dziesiątkach miliardów dolarów. Mają tyle pieniędzy na reklamy i public relations, że na ich usługach są wielkie telewizje, stacje radiowe, prasa i politycy. Kilka dni temu prezydent Portugalii uczestniczył w otwarciu tysięcznego supermarketu Biedronka w naszym kraju. Postawienie szlabanu ekspansji sieci supermarketów społecznie jest tak ważne jak kiedyś reforma rolna. Są państwa, gdzie politycy to zrozumieli. Pewnie uda się przekonać do tego ważnych polityków Unii Europejskiej. Oni rozumieją idee solidaryzmu społecznego, obrony słabszych przed silniejszymi. To prawda, że sieci supermarketów są bardziej efektywne ekonomicznie niż małe sklepy, że dzięki temu towary w nich mogą być tańsze.
Jednak wiele społeczeństw zdecydowało się przeprowadzić reformę rolną i rozparcelować wielkie majątki ziemskie, by je podzielić między chłopów. Wynikało to głównie z idei sprawiedliwości społecznej i solidaryzmu społecznego. Ponadto wolni, niezależni finansowo chłopi to baza dla demokracji. Obecnie w imię idei sprawiedliwości społecznej i solidaryzmu społecznego trzeba powstrzymać w Polsce ekspansję sieci supermarketów, by bronić dziesiątki tysięcy małych i średnich firm handlowych i produkcyjnych, by bronić klasę średnią w Polsce, by ratować setki tysięcy miejsc pracy. Trzeba sieciom hipermarketów postawić szlaban większy i mocniejszy niż został zaproponowany w zakwestionowanej przez Trybunał Konstytucyjny ustawie o wielkopowierzchniowych obiektach handlowych. Ideę tę trzeba propagować również na różnych forach w Unii Europejskiej. Wśród jej lewicowych elit znajdzie ona zrozumienie. Wolny rynek nie powstrzyma ekspansji supermarketów. Potrzebne są bariery administracyjne, postawione przez polityków. To jest teraz jedna z najważniejszych kwestii społecznych, ekonomicznych i politycznych - napisałem 6 września 2008 r. Jesienią 2008 r. zapowiedziałem globalny krach Amerykę pogrąży rosnące bezrobocie i spadek wysokości emerytur w wyniku złamania kursów akcji na giełdzie – napisałem 24 września 2008 r. Gdy wystraszeni kłopotami finansowymi Amerykanie przestaną kupować, nastąpi globalny krach. To ich konsumpcja, finansowana w dużej mierze kredytami, od lat ciągnęła światową gospodarkę. Gdy ten silnik przestanie działać, globalny biznes runie w dół. Inne silnik są zbyt słabe, by uratować świat przed katastrofą. Zagrożenia dla rynku pracy z powodu ekspansji sieci supermarketów i korporacji produkcyjnych dostrzegałem już 10 lat wcześniej, ale liberałowie twierdzili, że wolny rynek stworzy miejsca pracy w usługach, że nie będzie źle. A dziś widać, że moje przeczucia, podpowiadając załamanie amerykańskiej gospodarki pod ciężarem bezrobocia, sprawdzają się. Żadne sztuczki finansowe tu nie pomogą. Bezrobocie jest tam strukturalne, a ludzie i państwo zadłużeni po uszy. Porządek trzeba będzie przeprowadzać na niższym poziomie życia w USA i innych krajach świata. Kryzys gospodarczy rozejdzie się szybko po całym globie, jak ogień po suchej łące. Załamanie nastąpi wszędzie, także w krajach niskokosztowych, bo nawet tanich towarów nikt nie będzie chciał kupować. Uderzy również w Polskę. Liberałowie zawiedli na kluczowym odcinku frontu - w bankowości i finansach. Bomba cykała od dawna w fundamentach amerykańskiej gospodarki. Ja słyszałem to cykanie, liberałowie twierdzili, że mam zwidy, że wolny rynek rozwiąże wszystkie problemy, również te pojawiające się na rynku pracy.. Bankierzy inwestycyjni przez swoją bezmyślność przyspieszyli wybuch tej bomby. Podmuch w ciągu ośmiu dnie zniszczył bankowość inwestycyjną w USA, nie ocalał żaden wielki bank inwestycyjny. Rozchodząc się fala uderzeniowa niedługo zniszczy część banków uniwersalnych w USA i Europie. Amerykanie nie mają oszczędności. Dużo emerytów dostaje część emerytur z planów inwestycyjnych, zaangażowanych na rynku kapitałowym. Krach giełdowy sprawi, że trudno będzie im się utrzymać przy życiu. Amerykanom będzie ciężej niż w latach 30. ubiegłego wieku przeżyć kryzys, bo zdecydowanie więcej ich mieszka w miastach. W latach 30., gdy wiecej ludzi mieszkało na wsiach, można było pozyskać żywność z przydomowego ogródka, czy kurnika. Teraz takiej możliwości nie ma i głód będzie większy. Na razie możemy oprzeć się na intuicji i obserwacji trendów w krajach, gdzie turbokapitalizm jest bardziej zaawansowany. Przykład USA pokazuje, że sieci supermarektów, karty kredytowe i banki podsuwające kredyty hipoteczne każdemu, mogą wykończyć nawet najpotężniejszą liberalną gospodarkę świata.
Dziś mamy krach w Japonii, USA i zachodniej Europie W IV kwartale 2008 r. amerykański PKB spadł o 6,2 proc., japoński o 13 proc., a zachodniej Europy o 2 proc. W lutym 2009 r. oficjalne bezrobocie w USA wyniosło 8,1 proc., co znaczy, że w pół roku wzrosło dwa razy. W ciągu kilkunastu najbliższych miesięcy znowu znacznie zwiększy się - może do 12-15 proc. W Japonii, gdzie ekspansja hipermarektów od lat jest administracyjnie hamowana, bezrobocie wynosi nadal tylko 4 proc.
Przy ich organizacji współpracujemy z Kongregacją Przemysłowo-Handlową, kierowaną przez doktora Jana Rakowskiego, który ma duże zasługi w walce o interesy małych i średnich firm handlowych. Dr Jan Rakowski przygotowuje projekt ustawy blokującej na 3 lata rozwój supermarketów w miastach do 20 tys. mieszkańców. W większych miastach jest ich już bowiem dużo.
Jerzy Krajewski
Więcej na ten temat: Z rynku wypadło 7 tysięcy sklepów W Polsce jest 150 tys. małych sklepów, we Francji 38 tys. Wspierajmy się nawzajem w kryzysie Przeciw globokoncernom handlowym Czeka nas globalny krach - tekst z 24 września 2008 r. W USA nie ma małych prywatnych sklepów Plan antykryzysowy Jerzego Krajewskiego Polska wobec globalnego kryzysu - prezentacja Jerzego Krajewskiego na III Kongresie Zarządzania Należnościami Politycy są inteligenti, a ludność głupia Dyktatura wielkich knorporacji Tesco bije w dostawców i klientów Tesco obniży zyski polskich firm Jeronimo Martins przejmie 210 sklepów Plusa Jeronimo Martins - najgroźniejszy przeciwnik Zakaz handlu w niedziele i święta w całej UE Waltonowie - najbogatsza rodzina świata Wal-Mart najcenniejszą marką świata Supermarkety licencjonowane jak telewizje Supermarkety zamieniają wolnych ludzi w niewolników Założenia ustawy o zrównoważonym rozwoju handlu "Rzeczpospolia" broni interesów wielkich sieci supermarketów Nikt nie bronił interesów małych i średnich firm Wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie hipermarketów Prezydent Portugalii otworzy tysięczną Biedronkę Przykład PR wielkich sieci handlowych Globokoncerny zagrożeniem dla demokracji IKEA chce zbudować hipermarket koło Białegostoku
|



W imię solidaryzmu społecznego, by bronić miejsc pracy w małych i średnich firmach handlowych i produkcyjnych oraz bankach spółdzielczych, trzeba jak najszybciej również w Polsce wyhamować politycznymi decyzjami ekspansję sieci supermarketów. Ideę tę będziemy promowali na Konferencjach Lokalnego Biznesu.