| Można jeszcze uratować 2,5 tysiąca miejsc pracy |
|
| 27.07.2009 | |
|
W mediach nie milknie dyskusja na temat usunięcia przedsiębiorców z Kupieckich Domów Towarowych w Warszawie 21 lipca 2009 r. Poseł PO, a jednocześnie wicemarszałek Sejmu, Stefan Niesiołowski w TVN 24, by obrzydzić przedsiębiorców w oczach opini publicznej, nazwał ich "handlarzami". Słowo "handlarz" nabrało pejoratywnego wydźwięku w czasach komunizmu. A przecież handel i handlarze są potrzebni w każdej społeczności, pomagają bowiem w wymianie towarów. Spełniają bardzo pożyteczną rolę. Komunistów drażniło, że handlarze zarabiają na wymianie handlowej czasami zbyt dużo. Wzbudzili więc niechęć do handlarzy, która nadal głęboko tkwi w głowach milionów Polaków. I tą komunistyczną niechęcią posłużył się poseł Niesiołowski, by zaatakować przedsiębiorców broniących swoich firm, swoich źródeł utrzymania i miejsc pracy. Wypędzając handlarzy z Kupieckich Domów Towarowych w Warszawie 21 lipca 2009 r. władze stolicy doprowadziły do likwidacji kilkuset firm i 2,5 tysiąca miejsc pracy. A jak już wielokrotnie pisałem, jedną z najcenniejszych rzeczy na świecie są realne (przynoszące dochód) miejsca pracy w biznesie. Władze lokalne powinny dbać o rozwój przedsiębiorczości, chuchać i dmuchać na każdą samodzielną firmę, która radzi sobie na globalnym rynku, tworzy realne miejsca pracy w biznesie, a jej właściciele są niezależnymi przedstawicielami klasy średniej. W sprawie Kupieckich Domów Towarowych władze stolicy uniosły się ambicją. Postąpiły nierozsądnie. Brutalnie z pomocą komornika i firmy ochroniarskiej uderzyły w polskich przedsiębiorców. Prywatna firma ochroniarska złamała prawo używając gazów łzawiących. Lepszym rozwiązaniem było dalsze negocjowanie z kupcami, mimo sądowego wyroku o eksmisjii, pobieranie od nich czynszu i przygotowywanie razem z nimi miejsca do handlu w innym miejscu stolicy. Kupieckie Domy Towarowe mogłyby działać na placu Defilad realnie przynajmniej jeszcze kilkanaście miesięcy, a może dłużej - do dnia, gdy trzeba byłoby zacząć rozbiórkę hali, bo za tydzień na teren ten miałyby wejść maszyny budowlane, by robić wykop pod linie metra. Podobną opinie na łamach "Rzeczpospolitej" przedstawił 23 lipca 2009 r. Rafał A. Ziemkiewicz, który napisał tak: "Kompromis z kupcami był możliwy, niedaleki i przyniósłby korzyść wszystkim. Prezydent Warszawy tymczasem dążyła z determinacją do usunięcia kupców z centrum. Postawiła na swoim – ale właściwie po co? Dla pokazania, kto tu rządzi, czy pod wpływem jakiegoś lobbingu? Obie możliwości jednakowo zasługują na zdecydowane potępienie." Jak się wkrótce okazało, był jedynym rozsądnym w redakcji "Rzeczpospolitej". W obronie władz stalicy stanęli bowiem jego koledzy. Piotr Gabryel, zastępca redaktora naczelnego "Rzeczpospolitej", napisał tekst pod znamiennym tytułem "Wszyscy przegrali, z wyjątkiem prawa. To mało?". Odpowiadam mu: To mało, bo prawo jest dla ludzi, ma im służyć, a nie sprawiać, by wszyscy przegrywali. Z kolei Igor Janke dziwi się, jak konserwatysta Ziemkiewicz może akceptować łamanie prawa. Przecież nie trzeba było tu łamać żadnego prawa. Władze stolicy miały prawomocny wyrok eksmisji. Powinny więc go były dalej wykorzystywać w negocjacjach z przedsiębiorcami, ale nie wykonywać w brutalny sposób. A teraz władze stolicy zupełnie obraziły się na kupców. Choć najrozsądniejszym rozwiązaniem byłoby umożliwienie dalszego funkcjonowania Kupieckich Domów Towarowych aż do dnia, gdy trzeba byłoby zacząć rozbiórkę hali, bo za tydzień na teren ten miałyby wejść maszyny budowlane, by robić wykop pod linie metra. Z psychologicznego punktu widzenia trudno jest władzom stolicy przyznać się do błędu, powiedzieć zaczarowane słowo "przepraszam" i pozwolić przedsiębiorcom na powrót do Kupieckich Domów Towarowych. Z biznesowego i moralnego punktu widzenia ma to jednak sens. Uratowanie kilkuset firm i 2,5 tysiąca miejsc pracy choć na kilkanaście miesięcy warte jest niekonwencjonalnego działania. Niech się Pani zmiłuje nad kupcami, pracownikami i ich rodzinami, Pani Prezydent Hanno Gronkiewicz -Waltz. Zasługują na Pani miłosierdzie. Nie jest jeszcze za późno, póki hala stoi. Jerzy Krajewski
Więcej na ten temat: Igor Janke: Konserwatysta marzy o anarchii Wszyscy przegrali, z wyjątkiem prawa. To mało? Stolica jednak nieprzyjazna biznesowi
Mazowieckie miasta przyjazne biznesowi Regulamin Konkursu Gmina Przyjazna Biznesowi |



Uratowanie kilkuset firm i 2,5 tysiąca miejsc pracy choć na kilkanaście miesięcy warte jest niekonwencjonalnego działania. Niech się Pani zmiłuje nad kupcami, pracownikami i ich rodzinami, Pani Prezydent Hanno Gronkiewicz -Waltz. Zasługują na Pani miłosierdzie. Nie jest jeszcze za późno, póki hala stoi.