| Kapitalizm dla maluczkich |
|
| 19.10.2009 | |
|
"Niezależnie od tego, czy i w jakim stopniu wicepremier Waldemar Pawlak przeforsuje koncepcję prywatyzacji pracowniczo-menedżerskiej, należą mu się słowa uznania. Za odwagę", napisała Irena Dryll w "Nowym Życiu Gospodarczym".
Prawda jest bowiem taka, że mówienie o własności pracowniczej, nawet złagodzone „menedżerskim” dodatkiem, jest jak zepsucie powietrza w towarzystwie. Gorące spory, badania i publikacje dotyczące spółek pracowniczych wygasły w połowie lat 90., a pod koniec minionego wieku mało kto wiedział, o co chodzi. Pojawienie się w debacie publicznej tego tematu, na razie śladowe, ale jednak – to zasługa wicepremiera, ministra gospodarki i przewodniczącego Trójstronnej Komisji ds. Społeczno-Gospodarczych. Waldemar Pawlak zasygnalizował problem właśnie na jej posiedzeniu, 13 lipca: - W kryzysie gospodarczym, gdy budżet potrzebuje dodatkowych środków, może dojść do sprzedaży wielu spółek i przedsiębiorstw państwowych za niewielkie pieniądze. Trzeba pomyśleć, aby w pierwszej kolejności mogli kupować je pracownicy i kadra menedżerska, którzy przez 20 ostatnich lat utrzymywali te firmy w dobrej kondycji – powiedział. Jego zdaniem powinni mieć oni prawo pierwokupu, przy prywatyzacji pracowniczo-menedżerskiej byłby wyeliminowany przetarg publiczny. Taką formą prywatyzacji mogłyby być objęte wszystkie firmy i branże, nawet duże koncerny, a kapitał mógłby pochodzić np. z przyszłych dochodów sprzedawanych przedsiębiorstw lub z leasingu. - Skoro państwo (według sondaży) jest takim złym właścicielem, to przetrwanie tych państwowych firm było zapewne możliwe dzięki tym, którzy w nich pracowali – uzasadniał wicepremier na internetowym blogu swoją decyzję. Po tych wypowiedziach trawestując piosenkę Młynarskiego o basiście, można by powiedzieć: co się działo, co się działo, pół Warszawy, aż ze śmiechu się skręcało… Niektóre poczytne dzienniki go strofowały: (…) to kpiny ze zdrowego rozsądku, a niektórzy ekonomiści, jak Jacek Wiśniewski z Reiffeisen Banku, pouczali: MSP powinno prywatyzować niezależnie od warunków rynkowych, bowiem celem powinna być odpowiednia struktura właścicielska. Znaleźli się i tacy, a do ich opinii wrócimy, którzy – według oceny prawicowego portalu Konserwatyzm.pl „wygadują różne brednie”, np. – Nie ma dowodu na doktrynalnie traktowaną tezę, że prywatne przedsiębiorstwa są bardziej efektywne od publicznych (…); - Przewagi przedsiębiorstw prywatnych nie są bezwzględne (…) itp. Niezależnie od prawdziwości tych stwierdzeń dobrze, że znów się pojawiają. Wróćmy jednak do codziennych realiów. Na wspomnianym wyżej posiedzeniu Trójstronnej Komisji, jej przewodniczący przekonywał, że trzeba pracować nad mechanizmem wsparcia pracowniczo-menedżerskiej prywatyzacji, tak by budżet otrzymał środki, a pracownicy i kadra zarządzająca mogli stać się właścicielami. Przypomniał, że prywatyzacją pracownicza została osłabiona przez konieczność częściowego płacenia gotówka za nabywaną firmę. Resort gospodarki w sierpniu br. przedstawił w tym względzie pewne propozycje, jest to ramowy „Program wsparcia prywatyzacji poprzez udzielanie poręczeń spółkom pracowniczym, samorządom oraz spółkom aktywności obywatelskiej”. Te ostatnie to spółki z mieszanym kapitałem tj. wniesionym przez pracowników i/lub jednostki samorządu terytorialnego, hodowców, plantatorów, konsumentów. Wsparcie miałoby polegać na poręczeniach /gwarancjach na kredyty zaciągane na prywatyzację dzięki wykorzystaniu i rozwijaniu mechanizmów, które są (często potencjalnie) dostępne na rynku finansowym, m.in. w ramach Rządowego Planu Stabilizacji i Rozwoju. – Zawarte w ramowym programie propozycje zostały przedstawione rządowi i są w końcowej fazie uzgodnień - poinformował wicepremier członków Trójstronnej Komisji (7 września br.)- Pozostała do rozstrzygnięcia ocena i opinia ministra finansów, który ma zastrzeżenia dotyczące całej koncepcji. Wicepremier Waldemar Pawlak - dla „NŻG” Myślę, że sprawą kluczową jest to, aby kadra kierownicza i pracownicy rozważyli skorzystanie z istniejącej sytuacji: obecny, kryzysowy czas sprzyja możliwości wykupienia firm za mniejsze pieniądze. A jest wiele zgłoszeń, z wielu firm płyną deklaracje przejęcia ich na własny rachunek. Jedną z nich jest kopalnia Silesia w Czechowicach-Dziedzicach. Rozmawiałem z zarządem Kompanii Węglowej, jest tam duża życzliwość dla tego projektu, włącznie z możliwością ewentualnych poręczeń takich zobowiązań, które umożliwiłyby jego zrealizowanie. Jesteśmy żywotnie zainteresowani, aby promować tego typu przedsięwzięcia. (not. id.) Rząd, przypomnę, 11 sierpnia przyjął przyspieszony plan prywatyzacji, czyli dokument „Kluczowe spółki do prywatyzacji w latach 2009-2010” stanowiący aktualizację „Planu prywatyzacji na lata 2008 – 2011”. Obecny na posiedzeniu TK wiceminister skarbu Adam Leszkiewicz poinformował, że w przyjętym planie, na wniosek wicepremiera zna1azł się punkt dotyczący równouprawnienia czy inaczej mówiąc równego statusu prywatyzacji pracowniczo-menedżerskiej. – Ze szczególną mocą zostało podkreślone, że te grupy podmiotów będą na równi traktowane z inwestorami krajowymi, zagranicznymi, branżowymi, finansowymi i będą mogły uczestniczyć w tych wszystkich planowanych procesach prywatyzacyjnych. Nie jest to żadna preferencja, dobrze jednak, że taki oczywisty zapis ujrzał światło dzienne. Dzięki niemu prywatyzacja pracownicza wraca na salony. I wraca, jeszcze wyraźniej niż poprzednio zarysowany dylemat: jak zapewnić możliwość faktycznego udziału pracowników przedsiębiorstw i spółek w prowadzonych procesach prywatyzacyjnych, a równocześnie zabezpieczyć interesy skarbu państwa? Jeśli rząd pochyli się nad resortowym programem wsparcia, może to być początek dyskusji i ożywienia tej formy prywatyzacji. Na początku lat 90. spółki pracownicze pojawiały się jak grzyby po deszczu. Lewica traktowała je jako formę uwłaszczenia pracowników i realizację idei samorządu pracowniczego w nowej, rynkowej wersji. Liberałowie jako mniejsze od przedsiębiorstw państwowych, zło, a jedni i drudzy jako wehikuł awansu pracowników przenoszący ich do grona kapitalistów. Jednak największa zasługa spółek pracowniczych, że powtórzę za prof. Marią Jarosz, to uruchomiony dzięki nim proces dostosowania ludzi do nowej, obcej, groźnej rzeczywistości, oswajanie jej i oswajanie prywatyzacji. I z tego zadania spółki wywiązały się przyzwoicie, stały się swoistym inkubatorem nowej klasy średniej. Barierą ich rozwoju, nie mówiąc o antypracowniczym klimacie, okazał się jednak niedobór kapitału i wysoka cena pieniądza, co sprawia – pisała pani profesor w podsumowaniu badań spółek sprzed 14 lat – że coraz częściej zgromadzenie zasobów w celu nabycia przedsiębiorstwa staje się nierealne (por. Spółki pracownicze ’95; ISP PAN Warszawa 1996). W połowie lat 90. istniało ok. tysiąca spółek pracowniczych, obecnie ok. 1400. Tempo ich powstawania wyraźnie wyhamowało, na co złożyły się kwestie finansowe i brak instytucjonalnych form wsparcia pracowniczej prywatyzacji, od zarania do dziś funkcjonującej z „piętnem” socjalizmu. Ciekawe jednak, że z tych pionierskich spółek przejmujących majątek w leasing, mało się wykruszyło. Zadecydowała wyraźnie ujawniona w badaniach sprzed lat wola przetrwania (…) musimy się trzymać, bo nas wykupią) i niski poziom napięć i konfliktów. – Spółki to świat negocjacji, nie wojny – przekonywali naukowcy. Z powstałych od początku lat 90. do 2005 r. 1372 spółek „leasingujących” padło 81, tylko co z siedemnastą skarb państwa rozwiązał umowę z powodu na zaprzestanie spłaty rat leasingowych (dane resortu skarbu, z odpowiedzi na interpelacje poselską nr 3432 z 2006 r.). Tę korzystną tendencję potwierdza NIK. W informacji z marca 2009 r. Izba pozytywnie oceniła (…) prywatyzację w trybie oddania przedsiębiorstwa do odpłatnego korzystania spółkom z udziałem pracowników przeprowadzoną w latach 2000 – 2007. Aż 171 na 185 prywatyzacji było udanych, a 29 spółek pracowniczych z tej grupy zrealizowało swoje zobowiązania z wyprzedzeniem. Skarb państwa zyskał na tych prywatyzacjach 658 mln zł, a mógłby zyskać o 11 mln zł więcej, gdyby urzędnicy MSP właściwie, czyli według oceny kontrolerów izby, wyżej wycenili warszawski „Polmos” i przedsiębiorstwo górnicze „Bazalt” w Wilkowie. – Badane spółki osiągają na ogół korzystne wyniki, tylko nieliczne mają problemy – podsumowuje NIK. Są wśród spółek „flagowe okręty” jak np. Toruńskie Zakłady Materiałów Opatrunkowych, dziś jeden z największych, znany w Europie producent artykułów higienicznych i kosmetyków. Spółka ta, jedna z pierwszych spółek pracowniczych w Polsce, nie ograniczyła się tylko do pracowników i kadry zarządzającej, ale – jak to ujął wicepremier – zaprosiła do udziału w tym przedsięwzięciu przedstawicieli środowiska naukowego Uniwersytetu Toruńskiego, co dało ciekawy efekt w postaci dobrego projektowania różnego rodzaju strategii biznesowych. Fenomen spółek pracowniczych i menedżersko-pracowniczych nie jest wyłącznie polska specjalnością, przeciwnie, u innych własność pracownicza w strukturach kapitałowych jest na wyższym poziomie. Ta forma prywatyzacji, jak wynika z przygotowanego przez MG raportu jest często stosowana w wielu wysoko rozwiniętych krajach. W niektórych (raport przywołuje W. Brytanię i Węgry) przedsiębiorstwa z udziałem własności pracowniczej osiągają dobre wyniki i radzą sobie na rynku lepiej niż pozostałe. Dokument przedstawia realizację prywatyzacji pracowniczej w 11 krajach, a także listę 100 największych przedsiębiorstw europejskich z udziałem pracowniczej własności. Są wśród nich wielkie firmy energetyczne (Suez, EDF), banki (Deutsche Bank), koncerny stalowe (austriacka grupa Voest Alpine) i in. Ciekawą ilustracją problemu jest też casus szwedzki, o którym wicepremier wspomniał na Trójstronnej Komisji. Otóż, gdy firma Ford ogłosiła, że będzie się wycofywała z inwestycji w Volvo, pojawili się inwestorzy z całego świata, w tym związek inżynierów Volvo, który zaproponował prywatyzację pracowniczą i uzyskał odpowiednie rządowe wsparcie. Obawiano się bowiem, że cały dorobek intelektualny firmy – prawa własności, patenty itp. mógłby przewędrować w zupełnie inny rejon świata. Zdaniem W. Pawlaka, powinno nas to skłaniać do tego, abyśmy przy obecnych procesach prywatyzacyjnych i zmianach własnościowych także preferowali rodzime kapitały i wspierali możliwości ich rozwoju. – Tym bardziej, podkreślił, że mamy przykłady firm i środowisk, które są żywotnie zainteresowane tym, aby przystąpić do takiej pracowniczo-menedżerskiej prywatyzacji w oparciu o kapitały pracowników, kadry menedżerskiej i ewentualnie partnerów zewnętrznych. Niektórzy mówią, że już „po obiedzie”, że nie ma firm odpowiednich do tego typu prywatyzacji, a te które były „poszły” w innym trybie. Nie wydaje się to prawdziwe. Weźmy kolosy: plan prywatyzacji kluczowych spółek obejmuje 54 podmioty i grupy spółek, w tym np. spółkę energetyczną Enea. Pracownicy w czerwcu zadeklarowali, że chcą ją wykupić, ale to sprawa nie tyle niemożliwa, co złożona ze względu na konieczne, a kapitałochłonne inwestycje. Same koszty wykupu (po 400 tys. „na głowę”) byłyby ewentualnie do udźwignięcia. Bardziej realny wydaje się udział pracowników i kadry w częściowej (skarb chce sprzedać 10 proc. akcji) prywatyzacji KGH M. Na wykup potrzeba każdemu z pracowników, według szacunków po 300 tys. zł. Póki co jednak prywatyzacja pracownicza w kluczowych spółkach raczej nie rozwinie skrzydeł. Komu? Komu? · Pozostała większość spośród 254 przedsiębiorstw jeszcze państwowych, w tym 145 (57 proc.) jest w upadłości, ramowy program przewiduje jednak poręczenie kredytów na ich ewentualny wykup. Program MG zawiera propozycje poręczeń /gwarancji nie tylko dla leasingu pracowniczego, ale dla pozostałych form prywatyzacji pracowniczo-menedżerskiej. Gdyby rząd go przyjął, to pracownicy i kadra uzyskaliby możliwość dodatkowych gwarancji przy ubieganiu się o finansowanie ich projektów prywatyzacyjnych. Rządowy plan przyspieszonej prywatyzacji będzie realizowany w sytuacji załamania koniunktury na światowych rynkach finansowych, co przełożyło się na znaczące pogorszenie warunków przeprowadzania projektów prywatyzacyjnych. Wydaje mi się ,i warto to wziąć pod uwage, że program prywatyzacji pracowniczo-menedżerskiej i obywatelskiej spod znaku resortu gospodarki zwiększa szanse na realizację planu przyspieszonej prywatyzacji. Ta pracownicza prywatyzacja to także ważny polityczny warunek wyrażenia zgody PSL na tak szeroki zakres i tempo prywatyzacji. Bez zwiększenia w niej udziału pracowników – od kadry kierowniczej i naukowej, do hodowców i plantatorów, byłaby to tylko wyprzedaż.. A tej ludowcy, póki co, gorąco się sprzeciwiają. Wyprzedaży obawiają się też związkowcy. KK NSZZ „S” w przyjętym (16 września) stanowisku, stwierdza, że pospieszna prywatyzacja w niekorzystnej sytuacji rynkowej przypomina wyprzedaż majątku narodowego i świadczy o braku pomysłu rządu na załatanie największej od 20 lat „dziury budżetowej”. „S” podkreśla : w procesach prywatyzacyjnych w dużo większym stopniu należy uwzględnić formę prywatyzacji z udziałem pracowników. Jak będzie? Pożyjemy, zobaczymy.
Irena Dryll źródło: "Nowe Życie Gospodarcze" za Bankier.pl
|

