| Kluza rozstrzelał pomysł Fedak |
|
| 26.01.2010 | |
|
Komisja Nadzoru Finansowego, którą kieruje Stanisław Kluza, nie zostawiła suchej nitki na koncepcji reformy OFE autorstwa resortu pracy - informuje wtorkowy "Puls Biznesu". Jej zdaniem pomysły ministerstwa pracy i finansów "to rozwiązania zwiększające podatność systemu emerytalnego na kolejne ingerencje polityczne ukierunkowane na realizację krótkoterminowych celów np. zmniejszenie oficjalnego państwowego długu publicznego kosztem zwiększenia przyszłych zobowiązań systemu emerytalnego. (…) Projektowane rozwiązania w istotny sposób stoją w opozycji wobec pierwotnych założeń wprowadzonej reformy emerytalnej, której zasadniczym celem było zróżnicowanie źródeł pochodzenia świadczeń emerytalnych". Co więcej, w projekcie nie skupiono się na analizie wpływu owych zmian na system emerytalny i stan finansów publicznych w dłuższym okresie. Projekt określono jako zbyt ogólny i abstrakcyjny, dlatego niemożliwy do rzetelnej weryfikacji. Komisja skrytykowała pomysł zmniejszenia składki płynącej do OFE z 7,3 do 3 proc. i przesunięcie tej części do ZUS, bowiem "narusza to zasadę dywersyfikacji ryzyka związanego z systemem emerytalnym i zwiększa podatność systemu na decyzje podporządkowane bieżącym i krótkoterminowym celom politycznym" - czytamy w "Pulsie Biznesu". Natomiast pomysł, jakoby wypłatą emerytur miał się zająć ZUS, a nie nowo powstałe zakłady emerytalne został określony jako rezygnacja z oparcia wypłat świadczeń na systemie kapitałowym. , tzn. takim, gdzie pieniądze nie są przeznaczane na bieżące świadczenia, tylko inwestowane w celu pomnożenia ich wartości. Więcej na temat opinii Komisji Nadzoru Finansowego o projekcie reformy OFE we wtorkowym wydaniu "Pulsu Biznesu", w artykule Grzegorza Nawackiego "Kluza rozstrzelał pomysł Fedak" na stronie 6. za Bankier.pl Nasz komentarz: PRL rozsadzały interesy resortowe. Każdy minister chciał jak najwięcej pieniędzy na realizację projektów w swojej branży. Mało kto liczył koszty i zyski. Nikt nie widział całości gospodarki. Ostatnim, który próbował to robić, był samouk Władysław Gomułka. Po nim zaczęliśmy niefrasobliwe życie na kredyt. Po utracie władzy w końcu 1970 r. Władysław Gomułka ostrzegał zwycięską ekipę Edwarda Gierka przed nadmiernym zaciąganiem zobowiązań przez państwo. Ekipa Edwarda Gierka nie przejęła się tymi ostrzeżeniami. Zaciągnęła spore kredyty za granicą, dała renty i emerytury rolnikom i wiele przywilejów emerytalnych innym grupom społecznym. Następne ekipy rządowe już tylko zwiększały zadłużenie publiczne jawne i ukryte. Dziś jawny dług publiczny wynosi ponad 600 mld zł, a ukryte zobowiązania państwa wobec emerytów i rencistów - 3 biliony złotych, jak policzył Instytut Sobieskiego. Polsce znowu grozi niewypłacalność. Nadal nie ma przywódców, którzy widzą całość gospodarki i myślą w perspektywie 20-30 lat. Dodatkowo doszedł element dysfunkcjonalny związany z powrotem do demokracji parlamentarnej i w pełni wolnych wyborów. Nasi przywódcy zamiast patrzeć na różne rozwiązania strategicznie, myślą tylko "do następnych wyborów". No i jest jeszcze kwestia pieniędzy na kampanie wyborcze. Partie potrzebują ich coraz więcej na reklamy telewizyjne, radiowe, billboardy i instytucje, dające prace ich członkom. To uzależnia je od sponsorów i skłania do przychylności wobec koncernów finansowych, budowlanych, przemysłowych. Są też prywatne interesy urzędników państwowych. Wielu z nich myśli o tym, jak najlepiej urządzić się w prywatnym biznesie po przygodzie w instytucjach państwowych. To sprawia, że zamiast służyć społeczeństwu, oddają przysługi koncernom. Znam bardzo wiele przykładów takich działań. W kontekście reformy emerytalnej będzie to kariera Ewy Lewickiej, która najpierw jako urzędnik państwowy wdrażała nowy system z Powszechnymi Towarzystwami Emerytalnymi, a teraz jest szefową Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych i jak lwica broni interesów PTE przeciw interesom społeczeństwa. Rząd Donalda Tuska pozytywnie zaskoczył mnie w zeszłym roku, bo mimo oporu koncernów finansowych przeforsował w parlamencie ustawowe obniżenie opłat pobieranych przez PTE. Należą mu się za to wielkie brawa, szczególnie duże dla minister pracy Jolanty Fedak. Doceniam to. Teraz minister Fedak chce dalej obniżać koszty funkcjonowania systemu emerytalnego i ratować finanse publiczne. Należą się jej za to kolejne brawa. Pojawia się jednak coraz więcej przeciwników jej koncepcji. Zaskoczyła mnie krytyka ze strony KNF. Pracują tam bowiem ludzie, którzy są w stanie umysłowo ogarnąć złożoność problemu i wiedzą, że Polsce grozi bankructwo, a korzystając z PTE jako społeczeństwo decydujemy się na ryzykowne inwestowanie na kredyt w akcje i obligacje, bo pieniądz wpłacane do PTE są finansowane długiem publicznym. Stanowczo jednak stają po stronie interesów prywatnych banków i koncernów finansowych. Bronią branży, w której działają, tak jak w PRL resortowi ministrowie. Część z nich pewnie liczy, że kiedyś branża odwdzięcz się im za obronę jej interesów. Interesów społeczeństwa i Polski broni minister Jolanta Fedak i minister finansów Jacek Rostowski. Ale ich pozycja jest coraz słabsza. Zbliżają się ważne wybory, więc partie potrzebują wsparcia sponsorów. Jerzy Krajewski Więcej na ten temat: Nie będzie zakładów emerytalnych Haracz dla PTE o połowę niższy Fatalne rezultaty reformy emerytalnej
|

