| Dobra nazwa produktu bankowego to połowa sukcesu |
|
| 06.04.2010 | |
|
"Klienci często ufają pracownikom banków na tyle, że dokładnie nie zapoznają się z umowami, które podpisują. Często atrakcyjna nazwa kredytu czy lokaty wystarczy, aby klient chciał skorzystać z oferty", informuje „Gazeta Wyborcza”.
„Nadawanie "imion" produktom finansowym jest w modzie. Nie bierzemy dzisiaj już po prostu kredytu gotówkowego. Zaciągamy kredyt "Pilny" (Millennium), "Praktyczny" (BOŚ), "Bezpieczny" (Bank BPS, Polbank), "Prosty" (Getin Bank) i "Na miarę" (Polbank). Nazwy pożyczek gotówkowych, a więc kredytów o mniejszej wartości i udzielanych na dowolny cel, często wmawiają nam, że dostaniemy je szybko i bez zbędnych formalności.” donosi „Gazeta”. „Swoje nazwy mają też konta osobiste. To zrozumiałe, bo banki oferują dzisiaj po kilka wariantów kont i kierują je do różnych grup klientów. Najczęściej nazwa rachunku sugeruje, komu jest ono dedykowane. W przypadku młodzieży i studentów znajdziemy konta: Junior, Kieszonkowe, Max, Maax, Spoko, Izzykonto. Do osób starszych kierowane są konta Nestor, Koneser czy Pogoda.” informuje dziennik. Banki dobierają nazwy oferowanych produktów tak, aby nie tylko zwracały uwagę, ale także zachęciły potencjalnego klienta do skorzystania z konkretnej usługi instytucji. Celem banków jest także udowodnienie klientom, że prezentowany produkt jest im potrzebny i będą z niego zadowoleni. Trzeba jednak zwrócić uwagę, czy pod atrakcyjną nazwą nie kryją się nieprzyjemne dla klienta niespodzianki. Więcej w „Gazecie Wyborczej” w artykule Macieja Bednarka „Większość Polaków nie czyta umów, które podpisuje z bankami”. za Bankier.pl |


