| Drużyna, która "dobrze rachuje", szkodzi krajowi |
|
| 02.06.2010 | |
|
Kto dobrze rachuje, ten audicą pruje, a interes kraju ma w głębokim poważaniu. Lista osób, które kierują się tą zasadą, jest w naszym kraju długa. Na jej początku postawiłbym prywatyzatorów PZU SA (straciliśmy ponad 20 mld zł) , następnie sprzedawców Pekao SA (straciliśmy 17-19 mld zł), Wielkopolskiego Banku Kredytowego SA, Banku Zachodniego SA, Banku Handlowego SA, Banku Przemysłowo-Handlowego SA, Banku Gospodarki Żywnościowej SA. Różnica między kwotami, za jakie te instytucje finansowe zostały sprzedane, a tym, ile są warte obecnie to 40-50 miliardów złotych. Do strat naszej społeczności należy też doliczyć kilkanaście miliardów złotych dywidend, które wytransferowali zagraniczni właściciele tych sprzedanych instytucji finansowych. W zamian kilkunastu, czy kilkudziesięciu byłych urzędników państwowych zyskało ciepłe posady. Bilans tych transakcji dla naszej społeczności jest więc wyjątkowo niekorzystny. Naszemu krajowi, m.in. z powodu błędów przy tych prywatyzacjach, grozi kolejne bankructwo. Winnych brak. Współczesna demokracja jest taka, że uczciwi ludzie nie mają szansy się w niej przebić, bo nieuczciwi zgarniają pieniądze, zdobyte w nieetyczny sposób, i kupują sobie poparcie mediów oraz reklamy w telewizji i na billboardach. Polska jest klasycznym przykładem na dysfunkcje demokracji. Choć w Grecji szybciej zobaczyliśmy pełne efekty tych dysfunkcji. Ten kraj już jest bankrutem. Podobny los czeka Polskę. Wydaje się, że nikt nie jest w stanie tego zatrzymać. Logika walki politycznej jest nieubłagana. Katastrofa finansów publicznych jest nieuchronna. Nikt nie odważy się bowiem na konieczne reformy, by nie narazić się na utratę poparcia wyborców, a liczy się każdy głos. Dobrze to pokazują wydarzenia ostatnich dni na scenie politycznej. Już nawet PiS pogodził się z rzeczywistością. Na przykład twierdzi, że Marek Belka to dobry kandydat na prezesa NBP, choć niedawno zarzucał mu konflikt interesów przy prywatyzacji PZU. PiS chce bowiem zbliżenia z SLD. I Belka pewnie prezesem NBP zostanie. Chór jego chwalców jest wielki. Alicja Kornasiewicz została prezesem Pekao SA z poparciem Włochów, którym wcześniej Pekao SA sprzedała. Zaraz też została członkiem zarządu "Związku Banku w Prowincji Polskiej", czyli ZBP. Członkiem zarządu "Związku Banku w Prowincji Polskiej" jest też Mirosław Potulski, prezes Banku BPS. Swoimi ostatnimi działaniami pokazuje, że coraz bardziej pasuje do tego grona. On też dobrze rachuje. Pytanie tylko, co w tej grupie robi Stanisław Murawski, prezes Poznańskiego Banku Spółdzielczego. I jeszcze kilka pytań. Po co ja się tym wszystkim ludziom narażam swoją krytyką? Czy nie lepiej żyć w zgodzie z Krzysztofem Pietraszkiewiczem, prezesem ZBP, i Mirosławem Potulskim, prezesem Banku BPS, i z Alicją Kornasiewicz, prezesem Pekao SA, i z Jackiem Bartkiewiczem, prezesem BGŻ, i z Markiem Belką, prawdopodobnie prezesem NBP? Że nie działają w interesie kraju? A kogo obchodzi kraj? Kto dobrze rachuje, ten audicą pruje, a interes kraju ma w głębokim poważaniu. Ale jakoś nie mogę, choć żona mówi, bym dał sobie spokój z krytyką ważnych w kraju osób. W harcerstwie, w którym kilka lat byłem w czasach PRL, nauczono mnie, że Ojczyzna jest ważna (tak, wtedy w komunistycznej Polsce słowo "Ojczyzna" nie było wyśmiewane i pisało się je z dużej litery) , że trzeba jej w miarę możliwości służyć. Że trzeba być odważnym. Mówić prawdę. Dlatego od lat piszę to, co myślę. Mimo że już dwa razy za swoje myśli straciłem dobrze płatne etaty. Swoboda myśli ma, po prostu, swoją cenę. Jestem gotów ją płacić. Przykro mi było usłyszeć od Krzysztofa Pietraszkiewicza 28 maja 2010 r.: "Jest pan podłym człowiekiem". Ale to też tylko koszty swobody wyrażania myśli. Uważam, że grupa, której członkiem jest Krzysztof Pietraszkiewicz, wyrządziła naszemu krajowi wielkie szkody. 50-60 miliardów złotych strat na prywatyzacji instytucji finansowych to wielka porażka. Aż trudno uwierzyć, że kiedyś wiele osób z tej grupy było w lewicowej partii, która szczyciła się tym, że przemysł i finanse są w polskich rękach, gdy w II RP były w większości w obcych rękach. Teraz ta grupa stara się oddać w obce ręce pełną kontrolę nad BGŻ. I prowadzi już od kilku lat działania mające na celu oddanie Rabobankowi kontroli nad sektorem banków spółdzielczych. Udało się jej usunąć Pawła Siano z funkcji prezesa BPS i Eugeniusza Laszkiewicza z funkcji prezesa KZBS. Już na początku 2008 r. próbowała wprowadzić ustawowy obowiązek konsolidacji finansowej banków spółdzielczych z bankami zrzeszającymi. Dziś wygląda, że BGŻ jest już stracony. Rabobank nie wypuści z paszczy zdobyczy, a ma w Polsce poparcie wielu wpływowych osób. Być może jest jeszcze szansa na uratowanie samodzielności banków spółdzielczych. Trudno mi ocenić, jak duża to szansa. Wydaje się, że zwiększyć ją może usunięcie Mirosława Potulskiego ze stanowiska prezesa BPS. Jego ostatnie działania pokazują bowiem, że gra w drużynie, która "dobrze rachuje" dla siebie i obcego kapitału. Interesy tej drużyny nie są zgodne z interesami banków spółdzielczych i ich członków ani z interesem naszego kraju. Banki spółdzielcze i banki zrzeszające powinny opuścić Związek Banków Polskich, bo reprezentuje on bowiem głównie interesy kilkudziesięciu zagranicznych banków w Polsce. Trzeba wzmocnić KZBS. Przekształcić go w Związek Polskich Banków lub Izbę Banków Polskich. Nie trzeba bać się konkurencji między organizacjami bankowymi. Zaskakujące jest to, że banki zrzeszające wspierają finansowo konferencje organizowane przez ZBP, a nie pomagają KZBS. Mirosław Potulski ma zdecydowanie lekceważący stosunek do KZBS. Wyrażał to swoje stanowisko publicznie i w prywatnych rozmowach. A przecież KZBS to nasz, polski związek. ZBP tylko z nazwy jest polski. Niech zostaną w nim tylko banki z przewagą zagranicznego kapitału. Wtedy będzie jasna sytuacja - ZBP będzie ekspozyturą obcego kapitału w Polsce. Bo teraz udaje, że nie jest. A banki spółdzielcze służą mu za listek figowy. Jerzy Krajewski Więcej na ten temat: |



Dziś wygląda, że BGŻ jest już stracony. Rabobank nie wypuści z paszczy zdobyczy, a ma w Polsce poparcie wielu wpływowych osób. Być może jest jeszcze szansa na uratowanie samodzielności banków spółdzielczych. Trudno mi ocenić, jak duża to szansa. Wydaje się, że zwiększyć ją może usunięcie Mirosława Potulskiego ze stanowiska prezesa BPS.