| Premier chce zmniejszyć nasze długi |
|
| 01.09.2010 | |
Zapowiedział już podwyżkę VAT i akcyzy. Wczoraj poparł pomysł opodatkowania banków. Jego propozycja nie jest w bieżącym interesie banków spółdzielczych. Ale nie ma innego wyjścia. Gdyby premier doprowadził do bankructwa naszego kraju, dużo więcej straciliby i obywatele, i firmy, i banki.
Nikt nie lubi płacić podatków. Jako zdeklarowany liberał, uważam, że im niższe podatki, tym lepiej dla gospodarki. Żyjemy jednak w konkretnej rzeczywistości, gdy nasz kraj ma olbrzymi deficyt budżetowy (7 proc. PKB), wielkie długi oficjalne (700 mld zł) i ogromne zobowiązania wobec emerytów i rencistów (ponad 2 biliony złotych). Przypadek Grecji pokazuje, że nie ma żartów. Rynek finansowy potrafi boleśnie ukarać nawet państwo za nadmierne długi. Premier Donald Tusk długo ukrywał przed ludźmi, jak fatalna jest sytuacji finansów publicznych. Mamił ich zieloną wyspę, by kandydat PO mógł wygrać wybory prezydenckie. Teraz, gdy PO ma pełnię władzy, zdecydował jednak przedsięwziąć działania, które nie przysporzą mu popularności w wyborach parlamentarnych, ale są niezbędne, by ratować stabilność finansów publicznych - chce podnieść VAT, akcyzę, ograniczyć zatrudnienie w administracji rządowej. No i chce opodatkować banki. Działania te podejmuje, by ratować budżet państwa. I ja to rozumiem. Mimo, że premier nie skorzystał z mojej rady, by zaoszczędzić w budżecie państwa 30 mld zł rocznie z likwidacji II filaru reformy emerytalnej. Premier walczy o zmniejszenie deficytu na kilku frontach. Na zjeździe NSZZ Solidarność sprowokował związkowców do gwizdów i krzyków, by pokazać, że zachowują się nieodpowiedzialnie, by ich skompromitować w oczach opinii publicznej i łatwiej przeciwstawiać się ich żądaniom finansowym w przyszłości. Jego sojuszniczka Henryka Krzywonos zneutralizowała na tym zjeździe lidera opozycji Jarosława Kaczyńskiego, który chciałby wzmocnić swoje notowania polityczne na fali niezadowolenia społecznego. Bitwa na zjeździe NSZZ Solidarność to był polityczny majstersztyk Tuska. Nie przypadkiem uśmiechał się, wychodząc z sali obrad. Premier bije też w interesy obywateli, zamierzając podwyższyć VAT i akcyzę. Uderza również w banki, chcąc je dodatkowo opodatkować. Sprzyjający rządowi i PO konkurencyjny serwis BS.net.pl miał problem, jak sobie z tym poradzić. "Podatek bankowy: Nie, ale tak", zatytułował artykuł na ten temat. Zapomniały przypomnieć, że kilka tygodni wcześniej jako pierwszy swoją propozycję opodatkowania banków przedstawił SLD. Sojusz proponuje obciążenie banków podatkiem od aktywów. Miałby on wynosić 0,3 procent. PiS chciał też opodatkować aktywa banków i firm ubezpieczeniowych, ale wyższą stawką. "Premier Donald Tusk powiedział, iż to propozycja „bałamutna”, bo pieniądze w bankach to przecież pieniądze obywateli. Przypomniał również za bankowcami, że banki w Polsce w czasie kryzysu nie korzystały z pomocy państwa. Nie ma więc w Polsce odczucia, że banki okradały Polaków. Tak. Ale… Ale rząd jednak rozważa wprowadzenie podatku. Nie będzie on dotyczył obrotu ani transakcji, ale może sumy bilansowej? Zdaniem premiera banki nie zbiedniały, więc też mogą nieco zacisnąć pasa i pomóc budżetowi", podał BS.net.pl. Krzysztof Pietraszkiewicz ma rację. Premierowi chodzi o łatanie dziury budżetowej. Ale ktoś ją musi załatać. Nie zrobią tego ufoludki. To nasze długi. Donald Tusk stara się rozłożyć ciężary tego łatania mniej więcej równomiernie, na biednych i bogatych obywateli, na firmy i banki. Bo gdyby doprowadził do bankructwa naszego kraju, dużo więcej straciliby i biedni, i bogaci obywatele, i firmy, i banki.
Jerzy Krajewski |



Zapowiedział już podwyżkę VAT i akcyzy. Wczoraj poparł pomysł opodatkowania banków. Jego propozycja nie jest w bieżącym interesie banków spółdzielczych. Ale nie ma innego wyjścia. Gdyby premier doprowadził do bankructwa naszego kraju, dużo więcej straciliby i obywatele, i firmy, i banki.