Menu Content/Inhalt
Witamy w serwisie arrow Banki arrow Udana sanacja
Udana sanacja Drukuj
Jerzy Krajewski   
31.10.2004

Z Dariuszem Twardowskim, dyrektorem Biura Banków Spółdzielczych GINB, rozmawia Jerzy Krajewski

W ciągu 15 lat transformacji ustrojowej liczba banków spółdzielczych zmniejszyła się z 1664 do 600. Dlaczego tak się stało?

Żeby odpowiedzieć na to dość złożone pytanie należałoby przypomnieć sytuację, w jakiej znajdował się spółdzielczy sektor bankowy w połowie 1992 roku, kiedy to Narodowy Bank Polski przejął bezpośredni nadzór nad bankami spółdzielczymi i kiedy liczba banków spółdzielczych była najwyższa. W wyniku intensywnych czynności inspekcyjnych przeprowadzonych w latach 1992-93, ustalona została rzeczywista sytuacja sektora. Była ona dalece niezadowalająca - w tamtym czasie ponad 300 banków spełniało warunki do ogłoszenia upadłości albo likwidacji, a w ponad 600 trzeba było wszcząć procedurę postępowania naprawczego. Zła sytuacja ekonomiczno-finansowa wielu banków była, w mojej ocenie, podstawową przyczyną tak znacznego zmniejszenia liczby banków spółdzielczych. Począwszy od 1993 r. została ogłoszona upadłość 131 banków, dalszych 48 uległo likwidacji. Trzeba zauważyć, że niemal wszystkie miały miejsce do 1998 r. W latach 1999-2004 upadł tylko jeden bank spółdzielczy. Niebezpieczeństwu upadłości znacznie większej liczby banków udało się zapobiec i ostatecznie takich przypadków było znacznie mniej niż można było się spodziewać, a było to możliwe dzięki procesowi łączenia się banków. Wpływ na to miały podjęte w pierwszej połowie lat 90 działania, mające na celu zachęcanie banków spółdzielczych do fuzji. W taki sposób została ukierunkowana pomoc NBP a później Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Finansowanie przedsięwzięć związanych z łączeniami dawało gwarancję skutecznej sanacji, a przede wszystkim gwarancję bezpieczeństwa środków gromadzonych na rachunkach w bankach.

Banki nie walczyły o samodzielny byt?

Oczywiście, że walczyły - dopóki mogły. Jednak w połowie lat 90 - wobec groźby upadłości - dla bardzo wielu banków spółdzielczych łączenia stanowiły jedyną sensowną alternatywę. Dodatkowym czynnikiem było to, że projekty łączenia banków były wspierane finansowo przez NBP i BFG, dzięki temu tak wiele łączeń udało się przeprowadzić. Początkowo szło to dość powolnie, jednak później działania łączeniowe uległy przyspieszeniu. W 1994 r. było 13 połączeń, w 1995 r. - 37, w 1996 r. - 74, w 1997 r. - 78. Łącznie w latach 1993 - 2004 nastąpiło połączenie 880 banków spółdzielczych. Proces łączenia przyspieszyły zmiany ustawy prawo bankowe i wydana na tej podstawie uchwała Komisji Nadzoru Bankowego ustalająca wysokość kapitałów założycielskich dla banków spółdzielczych w wysokości 300 tys. euro. Z mocy ustawy banki już działające zobowiązane były do uzyskania wzrostu funduszy własnych do tej wysokości do końca 1998 r, a za zgodą KNB do końca 1999r. W 1998 r. 96 banków połączyło się z innymi bankami, a w 1999 r., po uzyskaniu zgody Komisji, nastąpiło aż 406 łączeń.

Czy do znacznego zmniejszenia liczby banków spółdzielczych w Polsce nie przyczynia się zbyt ostry nadzór GINB nad tym sektorem bankowości? Czy wymagania wobec niego nie były zbyt wygórowane? Może w 1998 r. wystarczyłby próg kapitałowy 200 tys. Euro?

Nie zgadzam się z tezą o istnieniu zbyt ostrego, czy zbyt łagodnego nadzoru nad bankami. Nadzór bankowy sprawowany jest według tej samej metodologii i przy zastosowaniu jednakowych kryteriów ocen bez względu na to czy dotyczy małych czy dużych banków, niezależnie od tego czy działają w formie spółdzielni czy spółki akcyjnej. Procedury nadzorcze są jawne i nadzór sprawowany jest „przy otwartej kurtynie”. Inną kwestią jest sprawa wymagań co do niezbędnej wielkości funduszy własnych. Ustalona na mocy uchwały KNB wysokość kapitału założycielskiego (którą winny były osiągnąć także banki już działające), a następnie określone ustawowo progi kapitałowe - uwzględniając sytuację finansową banków spółdzielczych musiały przede wszystkim gwarantować bezpieczne działanie banków, a wobec perspektywy wstąpienia Polski do Unii Europejskiej również stymulować wzrost funduszy do poziomu wynikającego z jej dyrektyw. Trzeba przypomnieć, że średnie fundusze własne banków spółdzielczych w 1992 r. wynosiły jedynie 20 tys. euro. Dziś wynoszą 1,2 mln euro, wzrosły więc 60-krotnie. Dzięki łączeniom upadły tylko te banki, których nie można było uratować. Wsparcie finansowe i wyznaczenie progów kapitałowych skłoniło banki do łączenia się. To sprawiło, że powstały podmioty bardziej stabilne i bezpieczne. W mediach przestały pojawiać się informacje o upadłościach banków spółdzielczych. To przyczyniło się do poprawy wizerunku bankowości spółdzielczej i pozwoliło jej zdobyć nowych klientów. Trzeba bowiem pamiętać, że w przeciwieństwie do upadłości, po zakończeniu procesu łączenia na danym terenie nadal działają placówki oferujące usługi bankowe.

Które banki były liderami w przyłączaniu innych banków?

Bardzo wiele banków uczestniczyło w procesach konsolidacyjnych, co jest związane także z liczbą łączeń, jakie zostały przeprowadzone w sektorze. Nie jest przy tym tajemnicą, że najbardziej aktywne w tym zakresie były: Bank Spółdzielczy w Krakowie, Bank Spółdzielczy Rzemiosła w Krakowie, BS w Brodnicy, BS Kielcach, BS Ziemi Piotrkowskiej, BS w Łowiczu, BS w Oleśnicy, BS we Wschowie, BS w Sanoku, BS w Tarnobrzegu czy BS w Wieliczce, które przyłączyły po kilka, kilkanaście i więcej banków. Nie można przy tym zapominać o takich bankach, które nie uczestniczyły w wielu łączeniach, ale które - tak jak np. BS w Poczesnej, BS w Strzałkowie, czy SBL w Poznaniu - podejmowały się sanacji banków będących w szczególnie złej sytuacji. Ich działania zasługują na odnotowanie także z tego powodu, że w takich przypadkach połączenie, miało między innymi na celu ochronę wizerunku zrzeszenia, przed skutkami spektakularnej upadłości.

Obecnie wszystkie banki spółdzielcze mają fundusze własne powyżej 300 tys. euro. Poprzeczka będzie jednak podnoszona.

Tak. Do końca 2005 r banki powinny uzyskać fundusze własne na poziomie 500 tys. euro, a do końca 2007 r. 1 mln euro.

W ustawie o funkcjonowaniu banków spółdzielczych jest zapis, że 1 mln euro wymagany ma być od 2010 r.

W ustawie rzeczywiście jest taki zapis, jednak ratyfikacja Traktatu Akcesyjnego, zaakceptowanego w ogólnonarodowym referendum i przystąpienie do Unii Europejskiej oznacza, że w praktyce data osiągnięcia ostatniego minimum kapitałowego przypada na koniec 2007 r.

Jak stało się, że inny jest zapis w ustawie, a inny w stanowisku unijnym?

Parlament uchwalił datę osiągnięcia tego progu na koniec 2010 r. pomimo, iż już w trakcie prac nad ustawą strona rządowa informowała o tym, że w stanowisku negocjacyjnym przyjęty został termin 31.12.2007 r. Strona rządowa informowała także Parlament o zamknięciu rozdziału "Swoboda świadczenia usług", w którym data ta została ustalona przed głosowaniem w sprawie ostatecznej wersji ustawy.

Ile banków nie spełni progu 500 tys. Euro?

Analizowaliśmy to. Jeżeli weźmiemy pod uwagę obserwowaną dynamikę wzrostu funduszy własnych i wyniku finansowego oraz założymy, że zyski zostaną przeznaczone na podwyższenie kapitałów, to zdecydowana większość banków spółdzielczych spełni ten wymóg. Może się to nie udać 15-25 bankom. W naszych analizach nie wzięliśmy jednak pod uwagę możliwości wzrostu liczby udziałowców, wzrostu wartości udziałów lub uzyskania przez bank pożyczki podporządkowanej, czy wykupu udziałów np. przez bank zrzeszający. Jeśli wziąć pod uwagę te dodatkowe czynniki jest możliwe, że wszystkie banki osiągną próg 500 tys. Euro.

Krótko mówiąc, jak się sprężą, to sobie poradzą.

Tak. Chciałbym dodać jeszcze jeden element zwiększający szansę - możliwość zaliczenia od 1 stycznia 2005 r zaudytowanego zysku bieżącego do funduszy własnych. To oznacza, że do końca 2005 r. banki mogą zaliczyć zyski dwukrotnie - za 2004 i 2005 r.

Co się stanie, jeżeli bank do końca 2005 r. nie spełni wymogu 500 tys. Euro?

Konsekwencje wynikają wprost z przepisów Prawa bankowego. W pierwszym rzędzie Komisja Nadzoru Bankowego jest uprawniona do wydania zalecenia zwiększenia funduszy własnych banku w określonym terminie. To oznacza dodatkowy czas na podjęcie skutecznych działań lub na ewentualną decyzję o połączeniu z innym bankiem. Po upływie wyznaczonego terminu, o ile bank nie podejmie żadnych działań, Komisja Nadzoru Bankowego może zastosować środki, które wynikają z art. 138 Prawa bankowego. Między innymi - w przypadku braku realizacji zaleceń - KNB jest uprawniona ograniczyć zakresu działania banku. Może to być ograniczenie terenu działania lub zakresu wykonywanych czynności bankowych w taki sposób, by dostosować występujące w banku ryzyka do wielkości jego funduszy własnych. W przypadkach szczególnych - w tym zwłaszcza, gdy wystąpi zagrożenie dla interesów posiadaczy rachunków bankowych, KNB ma możliwość uchylenia zezwolenia na utworzenie i postawienie banku w stan likwidacji. Wierzę, że do takich sytuacji nie dojdzie. Myślę, że w takich przypadkach - we współpracy z bankiem zrzeszającym - możliwe będzie znalezienie banku gotowego podjąć się działań łączeniowych.

A ilu bankom uda się przekroczyć do końca 2007 r. próg 1 mln euro?

Tu sytuacja jest znacznie trudniejsza do analizowania. Badany okres jest znacznie dłuższy, a dynamika zmian duża - już choćby kształtowanie się kursu euro jest trudne do szacowania. Opierając się na danych, które posiadamy dziś szacujemy, że z pokonaniem tego progu może mieć problemy około 100-180 banków. Trzeba zaznaczyć, że także i w tym przypadku nie były uwzględniane czynniki zależne od decyzji władz poszczególnych banków, co oznacza, że faktyczna ich liczba może być znacznie niższa. Wiele zależeć będzie od tego, na ile banki będą w stanie zmobilizować siły i na ile wykorzystają możliwości związane z obserwowanym ostatnio ożywieniem gospodarczym.

Czy banki spółdzielcze mogą liczyć na pomoc państwa przy osiąganiu wymaganych progów kapitałowych?

Tak. Ustanawiając progi kapitałowe ustawodawca przewidział także możliwość skorzystania z ulgi podatkowej, polegającej na odliczeniu od należnego podatku dochodowego kwoty równej kwocie dochodu, jaki uzyskałyby z nabycia za kwotę odpowiadającą ich funduszom podstawowym 52-tygodniowych bonów skarbowych, począwszy od roku podatkowego 2004, aż do osiągnięcia funduszy własnych w kwocie 1 mln euro. Problem w tym, że będąc w Unii Europejskiej, jesteśmy zobowiązani działać zgodnie z unijnymi standardami pomocy publicznej. Musimy więc uzyskać zgodę Komisji Europejskiej na zastosowanie takiej ulgi. Z tego, co mi wiadomo, działania zmierzające do uzyskania notyfikacji w KE nie zostały dotychczas podjęte.

Ta ulga będzie więc martwym zapisem?

Za wcześnie mówić, że to będzie martwy zapis. Problemem jest przede wszystkim upływ czasu, co powoduje, że aktualnie rozważane są inne sposoby pomocy, w tym możliwość wsparcia banków spółdzielczych w ramach pomocy publicznej dla małych i średnich przedsiębiorstw - w wysokości 100 tys. euro w ciągu trzech lat - bez konieczności notyfikacji w KE. Efekt finansowy takiej ulgi byłby podobny. Chciałbym jednak zwrócić uwagę, że według naszych analiz, zwolnienia podatkowe jedynie w niewielkim stopniu pomogą bankom, które mogą mieć kłopot z pokonaniem progów kapitałowych. Z reguły ich zyski są nieduże, a wiec i możliwe do odzyskania podatki małe.

Cóż wtedy zostaje? Radzenie, by te małe banki łączyły się z dużymi?

Banki są temu niechętne. Zwykle czekają z taką decyzją do ostatniego momentu. Dopóki jest nadzieja, będą starały się zachować samodzielność. Wiele będzie zależało od determinacji ich właścicieli i lokalnych środowisk, z którymi są związane, od tego, na ile te środowiska gotowe będą do działań mających na celu utrzymanie samodzielnego banku na swoim terenie. Bardzo liczne są przykłady na to, że w sytuacji zagrożenia samodzielności banku, lokalna społeczność potrafi się zmobilizować, by znacznie podnieść fundusze swojego banku.

Właściciele mogą też podjąć inną decyzję. Jest wiele przykładów na to, że dostępność różnorodnych usług bankowych i ich jakość ulegały zdecydowanej poprawie po udanym połączeniu z innym bankiem, stając się podstawą do zadowolenia klientów i udziałowców.

Jak w ostatnich latach zmieniała się liczba udziałowców banków spółdzielczych?

Nie mamy takich danych dla całego sektora. Wiemy jednak, że są banki o otwartym charakterze, gdzie liczba udziałowców jest wysoka, sięgająca kilku-kilkunastu tysięcy, oraz takie, które mają tylko kilkuset udziałowców. Wiele zależy tu od lokalnych uwarunkowań, tradycji czy wreszcie polityki samych banków w tym zakresie.

Czy udziałowcy banków spółdzielczych dzielą się zyskiem?

Udziałowcy są właścicielami banków spółdzielczych i mają prawo do dywidendy. Pomimo to, od wielu lat większość zysków sektora przeznaczana jest na podwyższanie funduszy banków. W 2003 r. w ten sposób wykorzystano 93,1% zysków. Takie decyzje są korzystne zwłaszcza w tych bankach, które dążą do wzrostu swoich funduszy. Na wypłatę dywidendy mogą pozwolić sobie tylko takie banki, które mają duże kapitały i zyski, przy czym także i one nie zawsze to czynią. Z punktu widzenia udziałowców korzyści wynikające z lepszej pozycji kapitałowej banku mogą być dalece większe niż korzyści związane z konsumpcją wypracowanego zysku. W 2003 r. na dywidendy i nagrody przeznaczono 5,2 % zysków sektora. Także i takie decyzje są zrozumiałe - bank spółdzielczy jest przecież przedsięwzięciem gospodarczym. Paradoksalnie - czasem wypłata dywidendy może wpływać na wzrost funduszy, ponieważ zachęca to inne osoby, by stały się udziałowcami banku. To oczywiście potencjalna możliwość, tymczasem zysk przeznaczony na wzrost funduszy gwarantuje wzrost kapitałów.

Udział kredytów zagrożonych i straconych w portfelach banków spółdzielczych jest znacznie niższy niż w bankach komercyjnych. Czy zatem banki spółdzielcze nie powinny podjąć większego ryzyka w udzielaniu kredytów, by więcej zarobić?

Wyższa jakość portfela kredytowego banków spółdzielczych nie może stanowić podstawy dla wniosku o możliwości jego pogorszenia. Trzeba przy tym zaznaczyć, że o poziomie kredytów zagrożonych w bankach spółdzielczych decyduje - nie liczba przyjętych i rozpatrzonych wniosków - ale przede wszystkim znajomość klientów i prawidłowa ocena ich sytuacji finansowej. W ostatnim czasie obserwujemy wzrost należności od sektora niefinansowego, przy jednoczesnym spadku należności od sektora finansowego. Oznacza to, że banki w większym stopniu angażują środki w akcję kredytową, w mniejszym zaś w lokaty w bankach zrzeszających. Możliwości w tym zakresie nie są jednak nieograniczone. Z jednej strony wielkość akcji kredytowej zależy od popytu na kredyty, z drugiej strony ważna jest jakość wniosków o ich udzielenie i poziom ryzyka związanego z planowanym przedsięwzięciem. Istotne są również ograniczenia związane z wielkością posiadanych kapitałów - często banki tworzą konsorcja, by obsłużyć zapotrzebowanie finansowe większych firm. Wreszcie istotny jest także problem źródeł finansowania. Ostatnio niektóre BS-y sygnalizują wzrost zapotrzebowania na kredyty, ale jednocześnie wskazują na problem z pozyskiwaniem depozytów.

To niech zrobią duże, wspólne kampanie promocyjne, jak np. SKOK-i. Mamy gospodarkę rynkową. Trzeba ostro walczyć o klienta, o depozyty i chętnych na kredyty.

Taka jest przede wszystkim rola banków zrzeszających. Same banki spółdzielcze działają lokalnie, stąd są postrzegane przede wszystkim na własnym terenie działania. Przygotowanie wspólnych dla poszczególnych zrzeszeń produktów, a następnie ich szersza promocja byłyby na pewno pożądane. Do tego potrzebne jest silniejsze poczucie działania w grupie, a tymczasem wiele banków spółdzielczych w większym stopniu akcentuje swoją niezależność i indywidualny charakter. Inna sytuacja ma miejsce w przypadku SKOK-ów. Niektóre z nich stworzyły regionalne, a nawet ogólnokrajowe sieci placówek, które potrzebują dużych kampanii marketingowych. Podobne działania prowadzą również zrzeszenia banków spółdzielczych, ale skala tych działań jest jeszcze niewystarczająca. Na marginesie wydaje mi się, że jakkolwiek SKOK-i rozwijają się dynamicznie, nie są, a w każdym razie nie powinny być podstawowym zagrożeniem dla BS-ów. Wraz z rozwojem banków spółdzielczych i wzrostem ich funduszy następować będzie różnicowanie się grup klientów, do których oba rodzaje instytucji spółdzielczych kierować będą swoje oferty. Będzie to jednocześnie oznaczać nasilanie się konkurencji przede wszystkim z innymi bankami.

Jak banki spółdzielcze przygotowane są do spełniania wymogów nowej bazylejskiej umowy kapitałowej?

Z punktu widzenia banków istotna będzie nie tyle sama nowa umowa kapitałowa, ile dyrektywa Unii Europejskiej, która wprowadzi do stosowania jej zasady. Jest ona aktualnie przedmiotem prac, wyjaśnień i negocjacji. W trakcie tych prac podnoszone jest także to, że w przypadku małych banków, w tym banków spółdzielczych, stosowanie bardzo wyrafinowanych metod oceny ryzyka i zapotrzebowania na kapitał, ze względu na wielkość tych banków, skalę i charakter prowadzonej przez nie działalności, wreszcie niewspółmiernie wysokie koszty dostosowania do wymogów umowy kapitałowej, niekoniecznie musi przynosić pożądane rezultaty. Prace zmierzają do tego, by właściwe władze nadzorcze upoważnione były do ograniczenia, a nawet wyłączenia stosowania niektórych postanowień dyrektywy w odniesieniu do wszystkich małych banków. Warto podkreślić, że taki sam problem dotyczy małych banków spółdzielczych w Niemczech, Francji, Austrii i Holandii. Ostateczne decyzje, co do treści dyrektywy dotychczas nie zapadły. Sprawa ta będzie przedmiotem konsultacji, także z udziałem przedstawicieli banków zrzeszających i banków spółdzielczych.

Jak Pan ocenia obecną kondycję sektora banków spółdzielczych?

Banki spółdzielcze po załamaniu jakie miało miejsce w połowie lat 90, od dłuższego już czasu osiągają dobre wyniki. Jest to efekt ich zasadniczego wzmocnienia, w tym także wzrostu funduszy własnych oraz zdecydowanej poprawy jakości zarządzania. Nabyte doświadczenie i umiejętności, w tym zwłaszcza w zakresie prowadzonej działalności kredytowej, przynosi dobre rezultaty, czego dowodem jest wysoka, wyższa niż w przypadku banków komercyjnych, jakość portfela kredytowego. Także wskaźniki efektywnościowe banków spółdzielczych są lepsze niż w sektorze banków komercyjnych. To dotyczy zarówno wskaźników rentowności, jak i wskaźników zwrotu z kapitałów i aktywów. Wyjątkiem jest wskaźnik kosztów operacyjnych, który bankach spółdzielczych jest 10 punktów procentowych wyższy niż w komercyjnych.

Skąd biorą się wysokie koszty działania?

To jest pewna prawidłowość obserwowana także w bankach spółdzielczych w Europie. Wynika to z charakteru i skali ich działalności. Każdy z BS-ów jest bankiem o charakterze uniwersalnym, realizującym także te funkcje, których nie wypełniają podobnej wielkości oddziały większych banków, działające w ich sąsiedztwie. W przypadku tych większych banków, w daleko większym stopniu możliwe są centralizacja oraz wykorzystanie outsourcingu. To między innymi powoduje, że udział banków spółdzielczych w sumie bilansowej, funduszach, kredytach, depozytach, czy wyniku finansowym całego systemu bankowego oscyluje w granicach pomiędzy 5,5 - 8 pomimo, że posiadają one ponad 18% zatrudnienia i ponad 27% placówek bankowych.

W sektorze działają trzy zrzeszenia: Banku Polskiej Spółdzielczości, Gospodarczego Banku Wielkopolski i Mazowieckiego Banku Regionalnego. Jak je Pan ocenia?

Oceniać banki zrzeszające powinny przede wszystkim banki spółdzielcze. To one muszą odpowiedzieć sobie na pytanie, czym ma być dla nich bank zrzeszający i czy jest on właśnie taki. Co do zasady możliwe są dwa podstawowe rozwiązania: albo ma to być bank apeksowy, który nie prowadzi własnej działalności gospodarczej, co oznacza konieczność zapewnienia mu środków umożliwiających wzrost funduszy i rozwój, albo bank prowadzący własną działalność komercyjną, z której powinien się on finansować. Wybór pierwszego z rozwiązań decyduje o konieczności akceptacji takich cen za usługi oferowane przez bank zrzeszający, aby mogły one stanowić odpowiednie źródło zysku. Wybór drugiego rozwiązania oznacza przede wszystkim konieczność zdefiniowania pojęcia działalności konkurencyjnej w taki sposób by - przy zachowaniu zasady niekonkurencyjności - nie ograniczało to możliwości prowadzenia działalności przez bank zrzeszający. Postrzeganie tej kwestii jedynie przez pryzmat usytuowania geograficznego, nie jest uzasadnione. Bank zrzeszający powinien mieć możliwość obsługi klientów z terenu działania banku spółdzielczego w przypadku, gdy z uwagi na jego wielkość, nie będzie on mógł być obsłużony przez bank spółdzielczy. W mojej ocenie modele działania zrzeszeń banków spółdzielczych to modele mieszane, choć BPS S.A. i MR Bank S.A. w większym stopniu zbliżone są do drugiego z rozwiązań, zaś GBW S.A. do pierwszego z możliwych rozwiązań. Myślę przy tym, że nadal aktualna jest potrzeba dyskusji i poszukiwań optymalnych rozwiązań.

Czy celowa byłaby konsolidacja banków zrzeszających, tak jako to miało miejsce np. w Holandii?

Po pierwsze, warto się zastanowić, czy zdrowa konkurencja trzech zrzeszeń banków spółdzielczych nie przyniesie lepszych efektów niż funkcjonowanie jednego zrzeszenia. Po drugie, decyzja w tym zakresie należy do banków. Po trzecie, taki proces wymagałby znacznie więcej czasu niż 15 lat, jakie minęły od początku procesu transformacji ustrojowej w Polsce, kiedy to banki spółdzielcze stały się w pełni samodzielne. Wreszcie po czwarte, sprawą znacznie bliższą jest kwestia ewentualnej konsolidacji banków spółdzielczych w ramach poszczególnych zrzeszeń. Trzeba przy tym pamiętać, że banki spółdzielcze cenią sobie swoją samodzielność i łatwo z niej nie zrezygnują. Wykazują tendencję do jej akcentowania, nawet w takich kwestiach jak logo czy szata graficzna formularzy i druków, choć trzeba przyznać, że w ostatnim czasie daje się tu zauważyć pewne zmiany. Może nie jest to najważniejsze, ale również takie kwestie mogłyby mieć wpływ na obniżenie kosztów działania i mogłyby ułatwić wspólne akcje marketingowe prowadzone przez banki zrzeszające. Przy okazji nowelizacji ustawy o funkcjonowaniu banków spółdzielczych przedstawiona była propozycja stworzenia fakultatywnej możliwości konsolidacji finansowej w zrzeszeniach. Po długiej, zażartej dyskusji to rozwiązanie zostało kategorycznie odrzucone przez sektor spółdzielczy i w ogóle nie znalazło się przepisach ustawy. To dowodzi, że banki spółdzielcze nie są jeszcze gotowe do scedowania części swych uprawnień na bank zrzeszający, co postrzegane jest jako przejaw ograniczania samodzielności. Osobiście sądzę jednak, że za jakiś czas banki spółdzielcze dostrzegą korzyści związane z silniejszą integracją i dojdą do wniosku, że lepiej i efektywniej będą mogły działać, jeżeli stanowić będą jednolitą, scentralizowaną grupę.

Jak będzie wyglądał sektor bankowości spółdzielczej w Polsce za 10 lat?

Moim zdaniem liczba banków spółdzielczych nie zmniejszy się już znacząco i będzie oscylowała między 500, a ich aktualną liczbą. Tu - wyprzedzając ewentualne komentarze - muszę zastrzec, że w GINB nie określiliśmy pożądanej czy docelowej liczby banków spółdzielczych w Polsce i nie dysponujemy żadnymi „tajnymi planami” w tym zakresie. To nie my będziemy o tym decydować, tylko banki spółdzielcze i ich właściciele. Myślę też, że większość banków, także tych które osiągną fundusze powyżej 5 mln euro, pozostanie w zrzeszeniach. Odżyje dyskusja o konsolidacji w poszczególnych zrzeszeniach. Obecnie jest ona trudna, gdyż banki są mocno zróżnicowane. Duże banki obawiają się, że to one będą musiały ponieść główny ciężar i ryzyko związane z konsolidacją finansową. Gdy fundusze własne ulegną wyrównaniu i każdy bank będzie posiadał ponad 1 mln euro, kiedy w coraz większym stopniu banki będą działały w oparciu o wspólne standardy i procedury, rozmowy o konsolidacji będą łatwiejsze, a banki dostrzegą korzyści z funkcjonowania w zintegrowanej grupie. Centralizacja funkcji kontroli wewnętrznej, marketingu czy wreszcie funkcji księgowych pozwoli na znaczne obniżenie kosztów i bardziej efektywne wykorzystanie kadry. Nie bez znaczenia będzie także możliwość ustalenia - wspólnych dla całej grupy norm ostrożnościowych, co w zdecydowany sposób zwiększyłoby możliwości działania.

Jak układa się współpraca GINB z KZBS?

Dobrze. Często spotykamy się i rozmawiamy na tematy ważne dla sektora. 25 października 2004 r. prezes NBP przyjął w siedzibie banku centralnego nowy zarząd KZBS. Kilka tygodni wcześnie gościliśmy również delegację bankowców spółdzielców z Indii, która przyjechała do Polski na zaproszenia KZBS.

Jak banki spółdzielcze radzą sobie z windykacją należności?

Myślę, że podobnie jak inne banki, choć być może w większym stopniu starają się radzić sobie samodzielnie. Podobnie jak inne banki skarżą się na wysokie koszty i przewlekłość procedur windykacyjnych. Pracownicy wielu banków spółdzielczych znają osobiście swoich klientów. To m.in. dzięki temu udział należności zagrożonych w bankach spółdzielczych wynosi 5,5%, a w bankach komercyjnych 18,1%. Podobnie jest przy windykacji - dysponując wiedzą na temat swych klientów, rzadziej korzystają z usług zewnętrznych firm windykacyjnych. W większym stopniu potrafią ocenić szansę ściągnięcia należności i znaleźć sposób na ich odzyskanie.

/ Głos Banków Spółdzielczych, Nr 11-2004 /

 

Ankieta

Ile powinno działać banków zrzeszających?
 
designed by www.madeyourweb.com